wtorek, 23 listopada 2010

lalka co kurzyła się na półce

Inspiracją tej sesji były dla mnie lalki Super Dolfie. Jest już w naszym kraju trochę ich miłośników. Nie dziwie się, są jak dzieła sztuki, a ich sukienki często przyprawiają o omdlenie z zachwytu. Niestety żeby zostać posiadaczem takiej laleczki trzeba sporo zainwestować, ze stypendium nie starczy;)

Mam nadzieje, że udało mi się uzyskać w miarę laleczkowy efekt stylizacji. Może to dlatego, że nigdy nie przebierałam się za księżniczkę teraz mi odbija i tonę w zachwytach nad wielkimi falbanami, koronkami i objętościowymi krojami.

Ostrzegam uczciwie, zdjęć będzie dużo, ale nie mogłam się powstrzymać.


Fot. Agata

Lekko nie było. Pod koniec bez czapki nie dało się wytrzymać. Zimna, lodowata wilgoć pustostanu. Ale żeby nie było, że podkładam się zapaleniu płuc, muszę się przyznać, że pod widoczną warstwę ubrań nawkładałam mnóstwo innych ciuchów, żeby było cieplej. Pomimo całego sentymentu do jesieni, nie da się ukryć, że ta pora roku nie sprzyja pozowaniu;)

Druga porcja zdjęć była robiona przez Michała Z.

Spódnica - sh (takie cudo było na wyprzedaży w Koli za 4zł, była spokojnie warta więcej już nawet ze względu na piękny materiał i jego ilość, mam w planie przerobić ją na falbaniastą sukienkę;) 

Bluzka - sh

Pasek - sh

Szare rajtki ubrane na fioletowe - obydwie pary z allegro

Srebrne pantofle - Aldo

Futrzana czapa - Reserved

poniedziałek, 22 listopada 2010

zimna kawa zbożowa

Może tytuł nie jest najsprytniejszy, ale tak właśnie kojarzą mi się kolory tego zestawu. Zbożowy i czarny. No i było naprawdę zimno! Ściany opuszczonych budynków mają to do siebie, że kumulują zimno i wilgoć, więc jeśli było około 5 stopni na zewnątrz to w pustostanie odczuwalne było około 3 stopnie. 

Całe szczęście zbożowy sweter był bardzo ciepły. Odkryłam go w zasadzie wczoraj, chociaż Mama kupiła go już jakiś czas temu (Biedna Mama, bo teraz będę jej go podkradać;). Ma tak zbite sploty wełny i kaszmiru (wow, pierwszy raz mam na sobie coś z kaszmiru!:p), że zimne powietrze nie ma szans dostać się pod niego. Gorzej z nogami. Jednowarstwowa cienka spódnica nie jest dobrym wyborem nawet jeśli ubierze się pod spód dzianinową halkę.


Fot.Agata


Beret (Camaieu) - ukradziony siostrze

Wisior - Misako

Bransoletki - Iam

Szal w drobną panterkę - sh (stargowany na 5zł hihiii)

Zbożowy sweter - sh

Czarna bluzka z długim rękawem - NewYorker

Spódnica w zbożowe kropeczki - sh

Buty - 20letnie szmaciane kozaki po Mamie


sobota, 20 listopada 2010

Poszliśmy nazbierać trochę suszu

W środę pojechaliśmy z Chłopakiem do Kotliny Kłodzkiej. Już tak dawno nie jeździłam po wioskach i górach! Było przepięknie mgliście, mżyście i szaro. Pojechaliśmy sprawdzić czy miejscowość Huta istnieje, nazbierać trochę suszu i pochodzić po Kłodzku. Mama stukała się w czoło, żeby jechać w taką pogodę. No cóż, według mnie była całkiem w porządku, zwłaszcza jeśli lubi się ponurą jesień  i ma się adekwatną muzykę. Leciał więc Cliff Martinez z sountrackiem do filmu 'Solaris' (nie widziałam filmu ale muzyka jest świetna, zupełnie nie kosmiczna a deszczowo-szara) i Have a Nice Life (polecam utwór 'Hunter'). 



Do wsi Huta nie da się dojechać nieterenowym autem, a przynajmniej nie drogą oficjalną którą wskazuje drogowskaz w Wójtowicach. Za ostatnim gospodarstwem kończyły się szczątki asfaltu i był już tylko kamień i błoto, a wokoło las.



Potem las zrobił się ciemniejszy. W samej Hucie nie było widać nic dalej niż na dwa metry, taka mgła.





"Aaaa stój!! Wjedź w tą polną zatoczkę!!" Wracając serpentynami przełęczy Spalona nagle dostrzegłam znajome miejsce.

Chłopak ma dobry refleks i udało mu się zatrzymać koło opuszczonego domu. Obok były psychodeliczne zarośla suszu tzn. barszczu sosnowskiego. Były wyższe niż te, które widziałam tam trzy lata temu!


Prawda, że te rośliny mają w sobie coś niesamowicie ciekawego?


Fot. Wiadomo kto;)


Czarny płaszcz marzeń (Zara) - znaleziony przez Mamę w lumpeksie

Chusta panterka - H&M

Wisiorek serduszka - przeróbka z C&A

Tunika - sylwestrowy ratunek cieplno-modowy sprezentowany przez Mamę

Getry - sklep

Kozaki czarne - sh pojezierski

Kozaki brązowe z ćwiekami - Deichmann (są idealne na wyjścia w teren, nie przemakają i zniosą każde błoto:P)

Torebka - Misako







poniedziałek, 15 listopada 2010

black evening

Zrobiło się już wystarczająco zimno, żeby wyciągnąć definitywną broń przeciwko chłodom!

Kozaki za kolano!

Kiedy ujrzałam je wśród brzydkich butów zalegających półkę niepozornego lumpeksu w Bornem Sulinowie, to jakby promienie słońca nagle rozświetliły smutny baraczek o ciężkich olejowożółtych ścianach. To na takie buty polowałam całą zeszłą zimę!!! Niestety ceny takich zaczynały się jakoś od 250zł co było już poważnym progiem do przeskoczenia. Szukałam takich kozaków nawet nie tyle ze względów modowych ile mrozowych. Zimą najbardziej marzną mi kolana. Całe mrozy byłyby super, śnieżek, lodowisko, wszystko pięknie i wesoło, gdyby nie te nieszczęsne kolana, które są u mnie zupełnie nieodporne termicznie. Całe lato chodziłam więc z uśmiechem i pewnością siebie, że nawet zapowiadana sroga zima nie będzie mi straszna.

Wracając do promieni słońca w smutnym baraczku, to zalśniły jeszcze mocniej, kiedy przy kasie dowiedziałam się, że buty razem z marynarską bluzą z VeroMody kosztują jakoś 28zł (był to już trzeci dzień po dostawie, a nikt tych cudów nie kupił!) 


 znowu urocza klatka schodowa;)


Detale...


Fot. Chłopak:)


Kapelusz - zdobycz za 1,60zł w pojezierskim lumpeksie!:D 

Koszula Ginatricot - sh

Spódniczka Sisterspoint - sh (ucieleśnienie moich marzeń o krótkiej czarnej dżinsowej spódniczce i to za ok4zł:D)

Buty - sh

Szal - sh

Naszyjnik - C&A plus łańcuszek i kwiatek

Kolczyki piórka - od Chłopaka:)


....Epilog: Wypróbowałam kozaki i zima jednak wieje grozą. Są świetne na obecne chłodne dni, ale na prawdziwe mrozy trzeba mieć coś z ciepłą wyściółką. Ale zakup i tak bardzo udany ;)

niedziela, 14 listopada 2010

Niestety ten post będzie pod znakiem nieprofesjonalności. Słabe światło, mało doświadczeni fotograf i modelka.. a sceneria w tle też nie należy do najbardziej urokliwych:P 

Co do ubrania to akurat czułam się w nim jak ryba w wodzie. Trochę jak gospodyni z kanadyjskiego domku, wygodnie i przedewszystkim ciepło. Znajdując latem ten niciany półrękawnik Atmosphere w jednym z lumpeksów nie podejrzewałam go o tak duże moce cieplne. Poleżał trochę w szafie i na teraz jest idealny.



Fot. Chłopak:)

Chusta - Pull&Bear

Wisiorek - Misako

Niciany półrękawnik - sh

Granatowa bluzka - targ lumpeksowy

Rurki - Terranova

Botki - Deichmann



czwartek, 11 listopada 2010

Tyle liści!

Dwa tygodnie temu na dnie zaduszne było całkiem ciepło i przyjemnie. Złota jesień!
Uwielbiam..
Do tego jak znalazł pastelowo-bezowy zestaw, wariacja na temat ludowej koszulki nocnej

Detale, detale! I widać moje bezlitośnie obcięte paznokcie

Fot. Chłopak:*
Szal - H&M (Wiem, że pół miasta ma taki sam, ale i tak jest moim faworytem)
Czarne Bolerko (klucz do jednej trzeciej moich zestawów) - Pull and Bear
Sukienka a la ludowa koszulka nocna- Bershka
Getry - sklep
Kolczyki, pierścionek i korale - wrosły się już w szafę i nawet nie pamiętam skąd są
Szmaciane kozaki - Mają chyba 1olat i chodziła w nich kiedyś moja Mama. Przetrwały w kapsule czasu 'Piwnica' wiele czasu, zanim pomogłam im wydostać się ponownie na światło dzienne;) Ostatnie lata przeżyły niewzruszone pomimo blota, deszczu, kilometrowych spacerów.. kiedyś to robili mocne buty!

Adekwatny utwór: Coldplay 'Beautiful World' :)


środa, 10 listopada 2010

Podziemie baletowe

Co prawda nigdy nie uczyłam się baletu, ale gdybym jeszcze raz mogła przeżyć dzieciństwo to uprosiłabym Mamę o zapisanie mnie do takiej szkoły!

Ale nawet umiejętność tańczenia na scenie nie powstrzymałaby mnie od zwiedzania pustostanów;D 

Pomysł stylizacji na czarną baletnice wpadł mi do głowy już tak dawno temu, że zdążyłam o nim zapomnieć. Całe szczęście narodził się powtórnie przy możliwości sesji w jednym z moich ulubionych opuszczonych pałaców. Brzmi to może głupio, bo pałac na pewno nie jest mój, ale ilekroć go odwiedzałam drzwi i okna były otwarte na oścież.  Nigdy też nie zawiódł estetycznie, dużo pokoi, piękne stare schody, tapety i kilka mebelków..  Oto zdjęcia sprzed kilku tygodni;)

Fot. A.P.

Bluzka - sh

Koronkowa spódnica - sh

Getry - sklep

Baletki - z New Yorkera, wzbogacone o zwój sznurówek

Oksy - z laboratorium Mamy (ktoś na nie usiadł, szkła pękły więc usunęłam je zupełnie i przejęłam oprawki;)



 

Follow my blog with bloglovin

poniedziałek, 8 listopada 2010

Czarny krasnal

To było niesamowite uczucie kiedy wyjęłam czarne zawiniątko z worka przyniesionego przez Mamę. Był w nim Płaszcz Marzeń! Idealna, długość zasłaniająca marznące kolana, idealny krój no i kaptur! 

W sam raz na pogodę, kiedy wiatr zacina deszczem.



A tutaj dumna zdobycz ostatnich zakupów (prezent od Cudownego Chłopaka:*) czyli sukienka z dzianiny z wzorem a la koronka. Jestem nią zachwycona! Swetrem i szalem zresztą też. Kardigan jest tak miły i miękki w dotyku, że nie chce się go zdejmować. W dodatku nienarzucająco się ciepły (nie lubię mega grubych swetrów, bo w pomieszczeniu się w nich gotuje). Zgrzebny, czarny szal to też tzw. element klucz, noszę go do 3/4 moich ubrań.



Fot. Chłopak :*


płaszcz krasnala - sh

sweter - z lumpeksowego targu

szal - pamiątka z wakacyjnych lumpeksowych szaleństw na pomorzu

sukienka - sh

wisiorek serduszkowy - przerobiony wisiorek z New Yorkera

getry - sklep

szare, grube skarpety - H&M

buty - Deichmann


niedziela, 7 listopada 2010

Zimne wykopki

Zdjęcia wyszły trochę inaczej niż planowałam, ale taki post zimny i mdławy jak wystygła kasza manna w szarawym talerzu ze stołówki pasuje akurat do pogody ;)






Kaszomannowy gruby sweter - kupiony w sh jeszcze w liceum (o zgrozo, nosiłam go do szerokawych dżinsów!)
Getry - ?
Botki - Deichmann
Wisior - Reserved
Szal - od Mamy z Włoch:)

Na początek..


Już od dłuższego czasu zbierałam się do założenia bloga szafiarskiego, stanowczo za długo ale wreszcie się udało.
Niestety nie mogę powiedzieć, że od dzieciństwa uwielbiałam modę, bo było wręcz przeciwnie. Trochę przez to, że były takie czasy, że wiele dzieciaków (i nie tylko) wyglądało jak uchodźcy i nikogo to nie dziwiło.  Ale trochę to przez mój uparty charakter.
Biedna Mama z Babcią przeżywały Armagedon za każdym razem kiedy próbowały wcisnąć na mnie coś innego niż wygodne geterki i bluze.
Mała Lila nie za bardzo widziała siebie jako księżniczkę, wolała role bohaterów, którzy nie tyle ładnie wyglądali ile coś ciekawego robili. Tak więc byli Czterej Pancerni, Żółwie Ninja (Leonardo miałby biegać w sukience... eeeeee) i Król Lew, a zabawa lalkami przyszła dopiero w przeddojrzewaniowym okresie.

A ładne ubieranie się?
Duuuużo później... ale jak już przyszła fascynacja modą to  na całego;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...