środa, 21 listopada 2012

Będąc młodą turystką...

Postanowiłam poruszyć temat, który pojawia się w mojej głowie za każdym razem, kiedy chcę pojechać na jakąś pieszo-pagórkową wycieczkę. Dobranie turystycznego stroju zawsze było dla mnie wyzwaniem, niejednokrotnie frapującym. Chodzi mi oczywiście o turystykę wymagającą innego obuwia niż lekkie baletki czy sandałki;) Nie lubię wyglądać jak typowy nowoczesny turysta. Czy jestem w mieście czy na ognisku czy w górach lubię wyglądać jak ja, a w kolorowych, nowoczesnych, sportowych ubrankach to nie ja. Jakiś czas temu szukając górskich butów denerwowałam się, że egzemplarze ciemne i jednobarwne, przypominające klasyczne trapery są tylko w dziale męskim i w końcu nie kupiłam żadnych. Podobnie było z zimowymi kurtkami, większość z kolorowymi wstawkami (takie jakby klinowe wstawki np. pomarańcz do szarego plus białe szwy itd.), no i wszystkie podobnie niepraktycznie przed pupę krótkie. Dlatego też do tej pory donaszam już nieco zniszczone wieloletnie buty i kurtki czy elementy z szafy mojej mamy. Testowałam wiele różnych strojów z mniejszym lub większym zadowoleniem z nich, mniej lub bardziej bazujących na ubraniach z turystycznych sklepów. Zawsze jednak próbowałam w stroju przemycić coś swojego, coś co noszę na co dzień (no dobra, prawie zawsze). Sama dla siebie postanowiłam przygotować kalendarium moich turystycznych strojów, a raczej dokumentację moich wzlotów i upadków pod tym względem;)

2004
Przypadkowa wycieczka w góry, "poszłam tak jak stałam" czyli w długiej spódnicy i sandałach z korka. Wbrew przypuszczeniom strój ten okazał się naprawdę wygodny! Sandały z korka dawały radę wszystkim kamieniom, a bawełniana spódnica pozwoliła mi nie ugotować się w upale.

2006 
Będąc w Tatrach po raz drugi w życiu byłam mądrzejsza. Za pierwszym razem moje ubrania turystyczne były rozpaczliwie niepraktyczne, nie mam żadnych solowych zdjęć z tego wyjazdu więc ich tu nie umieszczę;) Rok później wiedziałam już jakiego typu ubrania się przydadzą, w jakich wygląda się w porządku. Może nie były to zestawy idealne, ale po latach jestem dumna, że nawet Tatry nie pokonały mnie pod względem kolorystycznego dobierania do siebie ubrań;)

Fioletowy polar z Orsay'a był absolutnym hitem tamtych czasów, chodziłam w nim nawet na uczelnię. Do dziś mam go w szafie i jeszcze dobrze się trzyma.

2007 
To był rok pierwszych większych wycieczek do Kotliny Kłodzkiej. Jako uniwersalne obuwie jesienno-przejściowe królowały "halówki", a jako turystyczne spodnie luźne sztruksy. Na arenie pojawił się czarny polar z lumpeksu (koniec jego historii to rozwalony miesiąc temu zamek). Cały ten zestaw wydaje mi się fajnie kolorystycznie wkomponowany w krajobraz.

Pisałam przed chwilą o halówkach? Conversy były moimi ulubieńcami, nie wahałam się ubierać ich nawet do eleganckich płaszczy (w tamtym czasie jakimś cudem taki kontrast wydawał mi się fajny). Śniegowce to też moja rewolucyjna idea kontrastu, której dzisiaj w takiej formie wolałabym już nie stosować;)


2008 
Moje wycieczki "na ruiny" były w tym czasie w największym rozkwicie. Moje ubrania musiały być dostosowane do chodzenia po mokrej trawie, po kamieniach i pagórkach. Pasiasty sweter i trapery mogłabym spokojnie ubrać i dziś.

Kozaki z młodości mojej Mamy oraz chusta Babci przeżywały drugą młodość wraz ze mną, tak jak czarna kurtka z cienką watoliną, swoją drogą nie wiadomo za bardzo skąd ani kiedy się wzięła w rodzinnej szafie, po prostu niepostrzeżenie do niej przeniknęła.

2009 
Po wycieczce na Wielką Sowę już nigdy nie założę dżinsów na zimową wyprawę. Nawet z rajstopami pod spodem! Estetykę tego stroju pominę milczeniem;)

2010 
Najważniejszą wyprawą tego roku był wyjazd w Bieszczady. Moje przygotowanie do tego wyjazdu było naznaczone dużą dozą chaosu, nie ma więc krajobrazowo komponujących się strojów, a jedynie moje próby wyglądania na zwykłego przechodnia-nieturystę.

Próby te rozbiły się o deszcz. Biało-pomarańczowa kurtka mojej Mamy to tzw. zło konieczne, zło nie tylko estetyczne ale i funkcjonalne, bo po latach użytkowania kurtka przemaka.

2011 
To był dla mnie rok wysypu letnio-jesiennych wycieczek! Było wiele okazji do testowania turystycznych ubrań. Przekonałam się, że bardzo złym pomysłem na długiej pieszej wycieczce jest zakładanie sztywnych jeansów. Kiedy zmęczenie daje o sobie znać, takie jeansy stają się nieznośne niczym stalowa zbroja. Kolejnym głupim pomysłem jest koszulka na ramiączkach. Nawet lekka torebka czy lekki plecak odcisną swe odparzające piętno na gołej skórze.

Kolejny wyjazd i kolejny strój. Po porażce z pancernymi jeansami, przyszedł czas na luźne spodnie i tu będzie kolejna przestroga. Luźne za długie spodnie zawadzają, a kolor czarny w słoneczny wrześniowy dzień to ryzykowna sprawa.



Warto za to spakować kolorową bluzkę, która w przypadku wizyty w jakimś podgórskim miasteczku ożywi zmęczone całym dniem wędrówki oblicze.

Jaką kurtkę najlepiej zabrać na wycieczkę? Lekką i taką której nie szkoda zniszczyć, w przypadku autostopowej podwózki traktorem ubrania dostaną mocno w kość.

Jeśli miałabym sobie samej rozdać nagrody za któryś z moich turystycznych zestawów to ten zostałby głównym laureatem! Miękkie dresowe rurki były super wygodne i ciepłe, kurtka zakrywała nerki i dobrze wyglądała, w traperach z gimnazjum nie dało się skręcić kostki, a całość sprawiała, że czułam się ubrana adekwatnie do otaczającego mnie krajobrazu. Dzięki temu polsko-czeskie lasy były dla mnie niczym czerwony dywan;)

2012
Pomimo listopadowych sukcesów z ubiegłego roku, ten następny nie zaczął się pomyślnie jeśli idzie o moje ubraniowe wpasowywanie się w krajobrazy. W dodatku moja bardzo stara narciarska kurtka okazała się zupełnie nieodporna na podmuchy wiatru, co zaowocowało solidnym przeziębieniem. Usprawiedliwiam się tym, że na kilkukilometrowej wędrówce w śniegu po pas trudno jest świecić stylem i nie wyglądać jak wielki kolorowy bałwan.. aczkolwiek tej zimy postaram się wymyślić bardziej twórczy strój;)


Za to okryciem tego roku i drugim głównym laureatem jest ten zestaw. Dostaje ode mnie sto punktów za wygodę i prawie drugie tyle za styl. W tym stroju nie czułam się jak przyjezdny turysta tylko jak stylowy tubylec, który wyskoczył sobie z domu na mały spacerek.

Podsumowanie:
Wspominając dawne wyjazdy doszłam do jednego mądrego wniosku, nie ma uniwersalnego stroju na każdą wycieczkę (ale mądrości, prawda?). Pomijając oczywisty aspekt termiczno-pogodowy, nie byłabym sobą nie próbując dostosować stroju do chwilowego obiektu (szal/torebka/sweterek/kolczyki) fascynacji;) Dziękuję wszystkim za cierpliwość i proszę o trzymanie kciuków, obym wreszcie znalazła idealną przeciwdeszczową, "oddychającą" kurtkę-parkę;) Nowe buty górskie udało mi się wreszcie kupić kilka dni temu!

poniedziałek, 19 listopada 2012

Kolory jesieni

W mojej szafie to pory roku determinują kolorystykę ubrań, niezależnie od trendów każda z nich ma swoje kolorystyczne prawa. Jesienią brązy, żółcienie, rudości muszą się pojawić. W zeszłym roku była to ta sukienka, natomiast hitem tego sezonu jest szal, który zmienił mój nawyk łączenia szarości tylko z kolorami sinymi i pastelowymi;)




Niestety piękna rudość kardigana skryła się pod płaszczem, a mój plan na ludowy sposób noszenie szala pokrzyżowała mżawka. Dołączam więc klasyczną lustrzaną "sweetfocię" pokazującą to czego nie udało mi się pokazać w ładnym, wrocławskim plenerze;)

Fot.S. i ja

Kapelusz - sh
Szal - sh
Kardigan - Mango
Dżinsy - C&A
Płaszcz - sh
Botki - Reserved
Torba - Allegro


Eng. Colours of autumn
Regardles of the trends, in my closet colours of my favourite clothes are determinated by the actual season of the year. Each season has its own set of "perfect colours". In autumn browns, yellows and gingers are coming. Last year, it was this dress. This year's hit is a scarf that changed my habit of combining gray only with pastel colors;)

Hat - sh; Shawl - sh; Cardigan - Mango; Jeans - C&A; Trench - sh; Boots - Reserved; Bag - Allegro

poniedziałek, 5 listopada 2012

Zaduszne Dziady

W liceum miałam taki okres kiedy "oceniałam" ludzi względem tego czy podobali im się "Chłopi" Reymonta czy też uważali, że była to strasznie nudna lektura. Oczywiście nie była to kategoryczna ocena, miałam i mam "niechłopowych" znajomych, ale jeśli ktoś darzył tę lekturę sympatią to miał u mnie dużego plusa. Do tej pory zdarza mi się zapytać kogoś o "Chłopów";) Oczywiście przeczytałam wszystkie części, a poszukiwania wsi w książkach nie skończyły się tylko na lekturach*. Ta sesja jest pokłosiem moich fascynacji. Chciałam też nawiązać do zapomnianej tradycji Dziadów, przyćmionej dziś przez nieszczęsne Halloween.


Fot.S.

Płaszczyk - Mamy (sh)
Spódnice - sh
Szal - sh
Kozaki - Reserved


Eng. All Souls' Day tradition of Dziady
When I were in high school, I had time when I "judged" people on whether they liked the book "The Peasants" writen by W.Reymont or whether they found it terribly boring. Of course, it was not a categorical opinion, I had and I have friends who didn't like this book, but until now, I happen to ask people about "Peasants";) Getting threw all four parts of this book didn't end my passion for reading about the countryside*. This session is the aftermath of this fascination. I also want to refer to the forgotten slavic tradition od Dziady, eclipsed nowdays by Halloween, which I don't approve.

Coat - my Mum's (sh); Skirts - sh; Shawl - sh; Boots - Reserved


*Moim ostatnim powieściowym odkryciem jest "Kamień na kamieniu" Wiesława Myśliwskiego
** Ostatnio słucham tego utworu i całej płyty Stalker kilka razy na dzień, jest idealna na pochmurną jesień!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...