piątek, 13 września 2013

Sukienka na wesele #2: Mięta i turkus

Kolejne wesele i kolejna sukienka, plus kolorystycznie dopasowane dodatki. Tym razem chłodna mięta z mocnym turkusem przebijającym spod koronkowych wzorów. Kolory w sam raz do późnoletniej opalenizny. Sukienka miała jedną wadę, okazała się na mnie odrobinę za duża. Czyżby ograniczenie jedzenia frytek do jednego razu w tygodniu przyniosło rezultaty?;) Aaa... do zestawu były piękne bransoletki złote i z perełkami. Niestety luźno trzymały się ręki i jeszcze przed dotarciem na miejsce wesela w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęły.









Fot.S.

Sukienka - uszyta przez Panią Krawcową Jolę
Buty - Kozdra + kokardki DIY
Wisiorek - Iam


Eng. Dress for the wedding # 2
Another wedding and another dress with color-matched accessories. This time, cool mint lace with a strong turquoise lining. The colors perfect for late summer tan. The only disadvantage was that it was a bit too big for me. Does reduction of eating fries to once a week achieve results?

Dress - made by tailor ; Shoes - Kozdra + DIY bows; Necklace - Iam; Flower in hair - H&M

30 komentarzy:

  1. Łał! Jakie cudo!
    Buty mnie powaliły!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Buty przeleżały wiele lat w zapomnieniu, aż odkryłam, że mogę dodać do nich kokardki i w ten sposób dodać im charakteru.

      Usuń
  2. Bardzo urocza, zazdroszczę sukienki uszytej na miarę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nooo przydałaby się, ale to było totalnie spontaniczne wyjście z domu bez makijażu, więc i o szmince nie pomyślałam. Poza tym od kiedy złapałam się na tym, że ciągle całuję mojego syna w czoło, oszczędnie używam mazideł do ust. Już raz wracał do domu z całą fuksjową głową ;)


    Fajny pomysł z tymi kokardkami pasującymi do sukienki. Na pewno ograniczenie jedzenia frytek do jednego razu w tygodniu przynosi efekty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, nie pomyślałam o konfrontacji szminki z maluchem. Wbrew pozorom to może być poważna przeszkoda. Z mojego doświadczenia dobrze spisują się flamastry do ust, jak zaschnie to już nie zostawia śladów;)

      Mam tego pecha, że frytki uwielbiam. Ale nie takie "kupne" tylko robione po domowemu, z ziemniaków więc poza kaloriami trochę witamin też w nich jest;)

      Usuń
  4. Ha, świetny patent na buty:)

    Bardzo ładnie Ci w tej chłodnej mięcie, sukienka po prostu w Twoim stylu. A, i tło dobrane idealnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!:D

      A tło samo się nawinęło. Pałac, w którym było wesele był odremontowany, ale zabudowania gospodarcze po drugiej stronie kusiły obłażącą farbą, błękitem.. no i tym napisem "magazyn". Nie mogłam się oprzeć:)

      Usuń
  5. Uwielbiam ten kolor! Też mam taką weselną sukienkę w miętowym kolorze, tylko krój zupełnie :) Aleś Ty śliczna :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Może wypróbuję ten flamaster do ust, chociaż nigdy wcześniej nie używałam. Ja w ogóle jestem raczej niemakijażowa, więc takie nowinki techniczne nie są mi znane.
    A frytki z prawdziwych ziemniaków, zwłaszcza takie robione np. w środku nocy, to jest moc! Ja na razie z nich zrezygnowałam, ale może w którąś niedzielę sobie pozwolę na takie szaleństwo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do frytek można zrobić jajka sadzone od wiejskiej kury, kefir z ogórkiem, pietruszką i koperkiem.. i już się robi bardziej zdrowe danie;)

      Usuń
  7. czy pani Jola to wrocławska krawcowa? ; ) Bo jak tak patrzę, to mistrzyni z niej, chętnie bym tam wpadła, bo mam pomysł, którego "moja" nie chce mi zrealizować : <

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie, Pani Jola szyje w Bolesławcu..

      Usuń
  8. Chyba przez te błękitne wrota (albo moją sympatie do błękitu) ta sukienka też mi się błękitna być wydaje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo te odcienie takie podobne do siebie:)

      Usuń
  9. świetna sukienka! dobra pani krawcowa ;) i fajny pomysł z tym dopasowaniem kokardek do niej - jest uroczo i trochę retro, ale w świeżym wydaniu :)

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:D Spodobała mi się taka dbałość o detale, też tak w wymiarze psychologicznym. Szyjąc sama kokardki bardziej "przeżywałam" zbliżające się wydarzenie. To jak z szykowaniem domu/jedzenia na święta albo jak z prezentami robionymi albo pakowanymi własnoręcznie, wtedy dawanie prezentu jest fajną i przyjemną sprawą:)

      Usuń
  10. Odpowiedzi
    1. Dziękuję!:) Z tymi kolorami to taki był plan;)

      Usuń
  11. Oj, piękna sukienka, a kwiat we włosach mnie zauroczył! No i te słodkie kokardki przy butach.

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajna dość, ja ostatnio też szłam na wesele i sukienkę kupiłam tu z koronki http://nunu.pl/tag/112/sukienka_wesele

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak fajnie dopasowane zostały buty do sukienki - jakby kupiono je w komplecie. Zawsze podporządkowywanie butów względem ubrań uważałam za rzecz zbyteczną, ale na wesele trzeba zrobić ten wyjątek :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Taka jest prawda, że bardzo rzadko noszę buty na obcasach, trudno jest znaleźć jakieś wygodne. Jeśli więc mam jedną sprawdzoną parę, w której da się wytrzymać wieczór to odmienianie jej kokardkami w zależności sukienki jest bardzo wygodnym, a przy tym ekonomicznym rozwiązaniem;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...