poniedziałek, 30 września 2013

Przepis na udaną sobotę i jesień na czarno

Jaki jest przepis na udaną jesienną sobotę? Mój sprzed dwóch tygodni był taki: wybrać się do Kotliny Kłodzkiej. Poszukać pięknych, podupadłych kapliczek, których jeszcze się nie widziało ani nie fotografowało. Zjeść placek po węgiersku i domowe ciasta. Zerknąć do wnętrza obwieszonego obrazami i koronkami domu w Goworowie, gdzie w progu stała uśmiechnięta starsza pani. Cieszyć się widokiem pierwszych żółtych liści na drzewach. Przejść się po mglistym Międzygórzu podziwiając pensjonat "Gigant", po czym zajść do bardzo hipsterskiej knajpki "Marianna".  Zachwycać się jazdą po zamglonych serpentynach koło Siennej. Czekać aż ciemność otoczy nas na drodze między Złotym Stokiem a Kamieńcem Ząbkowickim. No i być ubranym tak w miarę;) Kiedy letnie ubrania zostały wyniesione na strych, dominującym kolorem w mojej szafie stały się nagle wszelkie odmiany czerni i szarości. Nie powiem, trochę mnie to przeraziło. Postanowiłam jednak zmierzyć się z wyzwaniem i mrok ocieplić kolorami jesieni oraz nowymi botkami w kaukaskie wzory. Buty jakich bez powodzenia szukało się przez ponad dwa lata rozweselą każdy strój;)














Fot.S.

Niebieskawy płaszczyk - sh
Kapelusz - H&M
Jesienny szal - sh
Czarny sweter - sh
Medalion - od Agaty
Skarpety - Taty
Botki w kaukaskie wzory - Zara


Eng. The recipe for a nice Saturday and autumn in black
My recipe is to go for a trip to the mountains. Watch how the autumn is taking over the landscape. And wear some clothes in autumn colors:)

Trench - sh; Hat - H&M; Shawl - sh; Jumper - sh; Necklace - from Agata; Socks - my Dad's; Boots - Zara

*tak, znowu ten sam utwór, ale jestem nim zauroczona!

środa, 25 września 2013

Nasze wielkie wiejskie wesele

W tym roku czas biegnie jak szalony. Wkrótce będą już cztery miesiące od naszego ślubu i naprawdę nie wiem kiedy to tak szybko minęło. Zgodnie z obietnicą zamieszczam małą relację. Tak wiem, późno;) Ale wpierw mały wstęp... Pierwszą myślą jaką mieliśmy, kiedy przyszło do rozważań nad naszym weselem, była impreza w plenerze w lesie albo w zagrodzie (jak w filmie "Kogel-mogel"), ale pomysł ten upadł z uwagi na nieprzewidywalną pogodę i brak własnej zagrody;) Wtedy zaczęliśmy szukać stodoły, koncepcja ta była bardzo pociągająca estetycznie. Niestety w okolicy Wrocławia stodół przystosowanych do zrobienia tam tak dużej imprezy brak, a przynajmniej dobry wujek google żadnej mi nie podsunął. Jako, że "elegancka" impreza w domu weselnym oświetlonym ledami była czymś na co żadne z nas nie chciałoby się zgodzić postanowiliśmy pójść ścieżką wyboistą acz tradycyjną i wesele urządzić najbliżej mojego domu, w świetlicy wiejskiej na podmiejskiej wsi. Czemu ścieżka jest wyboista? Urządzanie wesela w świetlicy wiąże się z mnóstwem przygotowań, które trzeba samemu zorganizować i wykonać. Zaczynając od zakupów niewyobrażalnych ilości produktów spożywczych i dowiezieniu ich paniom kucharkom (dziękujemy Rodzicom!!), aż po umycie naczyń na 120 osób (tu też dziękujemy Rodzicom i rodzinnym znajomym) i przygotowanie wymarzonych dekoracji (tu największe podziękowania dla Oli, D., Uli i reszty naszych przyjaciół). Pracy było naprawdę dużo, ale dzięki temu impreza była dokładnie taka jaką chcieliśmy mieć. To dekoracje okazały się największym wyzwaniem. To był w zasadzie wielki projekt wykonawczy. Od zwymiarowania sali, zrobienia szkicu i koncepcji, przez zakup tkanin, wstążek, balonów w hurtowych ilościach, wyszukiwanie w lumpeksach i na targu staroci ładnych drobiazgów, aż po samą realizację na dwa dni przed weselem. Bez wynajmowania doświadczonej firmy, ale za to z poradami i olbrzymią pomocą przyjaciół, umysłową i fizyczną;) I w tym fachowych przyjaciół. Ola, D. i Ula nie dość, że towarzyszyły na każdym etapie przygotowań dekoracji sali (i same wykonały dużą część chorągiewek, napis nad wejściem i mnóstwo innych rzeczy) to w całości zajęły się udekorowaniem kościoła. Strona z aranżacjami i rękodziełem wykonanym przez Olę Matczak wkrótce ma ruszyć więc na pewno pojawi się u mnie link i informacja:) To nie koniec miłej pomocy od przyjaciół. Bukiet zrobiła dla mnie AnowiLow, a resztę kwiatów wykorzystaliśmy do przystrojenia butelek-wazonów na sali. Czy można chcieć więcej? Nie można, ale było tej pomocy więcej:) Część ciast przygotowała dla nas D. Wiedziałam, że upieczone przez nią słodkości przerosną wszelkie wyobrażenia nie tylko w smaku ale i w wyglądzie. Dla każdego z gości (a mało ich nie było) czekała pyszna babeczka. Głodnych przepisów i pięknych zdjęć odsyłam tam gdzie rosną poziomki;) A chcących podejrzeć jak to nasze wiejskie wesele wyglądało zapraszam do oglądania zdjęć. Tych, którzy chcą się dowiedzieć więcej o mojej sukni i makijażu odsyłam do tego posta.
























 Niespodzianką wieczoru był koncert Głosu Rozsądku. Fajnie mieć fajnych znajomych;)







i jeszcze kilka zdjęć z naszej ślubnej sesji:)











Fot. Bartłomiej Bukowski (Fotoformy)

*nasz pierwszy taniec:D
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...