piątek, 4 kwietnia 2014

Miesiąc w obrazkach #marzec

To był fajny miesiąc:) Tyle słońca, tyle zieleni i trochę ciężkich, deszczowych chmur tak dla równowagi. Co roku chyba jeszcze bardziej lubię wiosnę. To był też miesiąc szalony, bo co krok urodziny kogoś z wesołej kompanii. W zasadzie wszystkie soboty były obstawione:)




Zacznijmy od targu staroci, który tradycyjnie rozpoczął nowy miesiąc. Łupami stały się małe ramki i dwie zawieszki:) * urodziny kogoś z bliskiego grona to doskonały pretekst aby spróbować nowych technik i zrobić własnoręcznie coś ładnego, tutaj poziomkowa skrzyneczka dla D. *  marcowe deszcze zaskoczyły mnie i awaryjna parasolka w kaczuszki okazała się bardzo przydatna * spektakularne ciemne chmury nad marcowymi rudościami, uwielbiam * pogoda książkowa, Wrocław ponury i zasnuty deszczem * zapłakani, refleksyjni panowie * zielone błoto czyli bezbarwna henna cassia, a w zasadzie troszeczkę rozjaśniająca włosy * a to efekt po hennie czyli loki marzeń, niestety tylko do następnego mycia.



Tak, na pewno wszyscy czekają na wieści z ogródka. Przy ziemi jest już kolorowo, a drzewa przykryły się bielą i różem:) Na pierwszym zdjęciu kwiecie mniej oczywiste i bransoletka, którą robiłam jako prezent dla O. * Na drugim zdjęciu przymiarki do kwietnego obrazka * wrocławskie ogródki też wracają do życia * a na nogach wreszcie baletki, radość jest ogromna * zdjęcie z dedykacją,  "backstage" przy okazji nagrywania pewnej urodzinowej niespodzianki;) * polarowa czapka zostaje mimo wiosny, do olejowania włosów w sam raz;) * remontowymi postępami nie ma się co chwalić, kuchnia prawie już jest, ale czekamy aż prawie zniknie z tego zdania;) póki co w szafie są już wieszaki, czekają na wiosenne sukienki * słynne i tradycyjne obiady środowe z wesołą kompanią * i wreszcie coś o lekturach, w tym miesiącu męczyłam wciąż "Zaginione białe plemiona" i szło mi to strasznie opornie. Aż w moje ręce dostało się "Skrzydło anioła" Joanny Krysowatej i przepadłam. Dawno nie zostałam tak bardzo wciągnięta przez książkę. Stawkę podbija fakt, że to nie zmyślona historia, a reportaż. Z wypiekami na twarzy pochłaniam kolejne historie koreańskich sierot i ich polskich wychowawców w ośrodku na Ziemiach Odzyskanych.
***
A na koniec Mistrzyni Marca, czyli kura, która źle obliczyła trajektorię lotu (skoku) i była naprawdę zdziwiona sytuacją w jakiej się znalazła. Niestety nie wiem jak historia potoczyła się dalej, ale woda w tym miejscu była bardzo płytka więc myślę, że był to "happy end" z pokonywaniem własnych słabości albo z ratunkiem z rąk gospodyni w kaloszach;)


Fot. ja

9 komentarzy:

  1. Kury potrafią nawet trochę pływać - widziałam jak biegały po stawie - cud;)
    Puste wieszaki wyglądają zachęcająco - muszę zrobić wiosenne porządki w szafie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo nie podejrzewałam kur o takie umiejętności! :D

      Usuń
  2. bardzo fajne zdjęcia :)
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ależ miałaś wspaniały miesiąc <33
    http://coeursdefoxes.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoje miesiące w obrazkach są najfajniejsze ze wszystkich :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...