wtorek, 14 października 2014

Niedziela dla włosów w stolicy Węgier;)

Zastanawiałam się czy dodawać tego posta, bo efekt maseczki zdecydowanie daleki był od moich nadziei związanych z tymi składnikami, a i zdjęcia mało porywające. Stwierdziłam jednak, że warto zapisać tę kombinację aby na przyszłość coś w niej zmienić, dodać, odjąć albo użyć w innej kolejności. No i tak jak myślałam, efekt miękkich włosów był ale dopiero po następnym myciu. Niedziela okazała się jedynym dniem, w którym mogłyśmy z A. skoczyć do skansenu w Szentendre. Zobaczenia tradycyjnej węgierskiej wsi nie mogłam sobie odpuścić, no a kto by chciał chodzić po skansenie z brudnymi włosami? No właśnie, gorzej, że ten stan włosów ujawnił się dopiero rano;) No więc wszystko szybko, w pośpiechu, zaraz przecież trzeba wychodzić z domu. Nie mając tu blendera, banana rozgniotłam widelcem (błąd), dodałam startego imbiru (za mało rozdrobniony, błąd nr 2), łyżkę jogurtu i miąższ z kilku węgierskich winogron (mało słodkie, stąd pomysł na inne ich spożytkowanie) i kilka kropel oliwy z oliwek. Włosy umyłam szamponem Biały Jeleń, wersją z octem jabłkowym, który miał służyć do prania, ale dałam mu ostatnią szansę. Po umyciu i osuszeniu ręcznikiem nałożyłam maseczkę. Po pół godzinie wzięłam się do zmywania i to nie okazało się łatwe. Zbyt mało rozdrobnione kawałki banana/imbiru nie chciały się wypłukać. Roztarłam kroplę szamponu w rękach i próbowałam ratować sytuację pianą. Trochę pomogło, ale później na szczotce banana i imbiru było jeszcze sporo. Zdecydowanie powinnam była nałożyć maseczkę przed myciem.






Zdjęcia same w sobie nie porywają, ale myślę, że ciekawe mogą być w kontekście otoczenia, czyli dziedzińca, na który wychodzą okna i drzwi mojego tutejszego mieszkania:) A przynajmniej dla mnie taki układ mieszkań w kamienicy to egzotyka.



Jak pisałam, nie byłam zadowolona z wizualnego efektu. Loki ładnie się pozbijały, ale otoczone były wielkim posuszem, były też sztywne i szorstkie.




Po następnym myciu włosy wyglądały o wiele lepiej. Banan i imbir zmyły się pewnie do końca, zostawiając włosy bardzo miękkimi w dotyku, choć do ideału gładkości jak np. z tego posta daleko. Nie wiem o co chodzi, bo moje włosy zupełnie w tym Budapeszcie nie chcą współpracować i szybciej się przetłuszczają. Nawet eksperyment silikonowego powrotu do przeszłości (Garnier GoodBye Damage) okazał się zupełnym niewypałem. Może to kwestia innej wody..


Fot.Ja

15 komentarzy:

  1. Mniam! W sam raz na jesienną pogodę!
    pozdrawiam z Gdyni:*
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Zapomniałam napisać, że mikstura była bardzo dobra w smaku. Gdyby dodać płatki owsiane byłaby idealna do śniadania:D

      Usuń
  2. Ja osobiście nie odważyłabym się ekspetymentować z bananami na włosach.

    pozdrawiam
    http://velvetbambi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z bananami czy w ogóle eksperymentować? Bo myślę, że z różnych moich domowych pomysłów na maseczki banany są akurat najmniej ryzykowne;)

      Usuń
  3. klimatyczne zdjęcia! Pozdrawiam! ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. To na pewno kwestia wody - w Holandii np. twarz nieomal mi się złuszczyła doszczętnie, bałam się, że stracę rysy ;-) Na włosy wtedy nie zwracałam uwagi, nie pamiętam jak tamtejsza woda na nie działała.
    Lilu, cena do 27zł byłaby dla mnie w granicach rozsądku, w przeciwnym razie muszę w ogóle odstawić te farby. Poprosiłabym dwie brąz i jedną czerń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę, musi mieć inny skład czy twardość. Dla odmiany, jak byłam w Beskidach to co bym nie nałożyła na włosy, wyglądały pięknie.. czar miękkiej wody;)
      Dziś byłam w kolejnym dm, bliżej centrum i niestety nie było nic innego niż l'oreale, welle, syosy i schwartzkopfy:( Ale nie poddaję się i będę szukać dalej!

      Usuń
  5. jezu, Tobie sie chce nawet poza domem. brak mi słów (z szacunku dla żelaznej konsekwencji). a w tym budapeszcie to już długo jesteście? nie wyłapałam dokładnie, w sensie to wyjazd słuzbowy? też tak chce, co mam zrobić żeby tak miec? ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba po prostu za bardzo lubię tą zabawę w mieszanie składników i fotografowanie tego, żeby rozważać sprawę w kategorii chce mi się lub nie chce, to dla mnie przyjemniejsze niż włączenie jakiegoś serialu;)
      A wyjazd to staż, a więc służbowo ale teraz to już końcówka, w weekend wracam;)

      Usuń
  6. Zdjęcia wyszły bardzo filmowe...Jest klimat:)
    Hehehe, ja tak kiedyś męczyłam się ze zmyciem maseczki z twarzy..z ziemniaka i z żółtkowej spod oczu;))
    Fale takie kiedyś miałam.... za młodu;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Och te zdjęcia, takie jakie lubię, a te okiennice cudo!
    zawsze o takich marzyłam. Hmm ciekawe jak moje włosy by zareagowały na takie eksperymenty...
    za pewne po prostu zaraz stały by się jeszcze bardziej tłuste;/
    w każdym razie podziwiam konsekwencję
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślę, że to może być kwestia wody, bo jak ja jeżdżę do domu na Kujawy, mam straszny problem - susza totalna mimo używania tych samych produktów.
    Btw... Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...