poniedziałek, 3 listopada 2014

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej

Lubię podróżować, ale jeszcze bardziej lubię powroty. Zwłaszcza jeśli czeka na mnie pyszne brownie upieczone przez męża (!) i biała herbata z różą, a w perspektywie spotkania z rodziną i przyjaciółmi. Zabrzmi to przewrotnie, ale większe uniesienia przeżyłam dzisiaj z ciastem, herbatą i dobrą książką w jesiennym już ogrodzie rodziców niż na spacerze po parku Gaudiego. No cóż, tak już mam. W Hiszpanii było przyjemnie, ale cieszę się, że już wróciłam:)








Książka o której wspomniałam to "Znaki szczególne" Pauliny Wilk. Lubię czytać książki o życiu w czasach prl i czasach transformacji więc ta autobiografia współczesnych trzydziestolatków nie mogła mi się nie spodobać. Zastanawiam się czy moje, tylko kilka lat młodsze, pokolenie Czarnobyla jest nieco inne i bardziej zdystansowane wobec współczesnych dóbr i możliwości czy też po prostu miałam szczęście trafić na fajnych ludzi wokół siebie. 



 i żeby nie było narzekań niektórych, trzy zdjęcia o lekkim zabarwieniu szafiarskim;)



Fot. Ja

9 komentarzy:

  1. Taki mąż to skarb! :) Pooozdrów od pary z Kato :))

    OdpowiedzUsuń
  2. jakie pyszności!
    Odnośnie książek w tematyce PRL - zaczęłam czytać "fotobiografia PRL" i pożyczyłam koleżance, ale już nie mogę się doczekać aż dostanę ją z powrotem i będę mogła chłonąć obserwacje fotografów. Jest tam sporo spostrzeżeń odnośnie codziennego funkcjonowania w tamtych czasach oraz sztuki dziennikarskiej i reporterskiej. Ciekawa lektura :)

    pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ mąż Cię rozpieszcza. Tęsknota czasem czyni cuda :) Uroczo wyglądasz i zrobiłaś takie zdjęcia, że czuję ten klimat i się w niego zapadam...szkoda że nie dotarłaś w moje progi w trakcie powrotu, tez bym coś dla Ciebie upiekła ;)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy jest przytulne gwłasne gniazdko i prztulny własny mąż, to wraca się z entuzjazmem :) :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja również uwielbiam powroty do własnego kąta, nawet po 3 dniach nieobecności.
    Szkoda, że mąż mi nie piecze, ale chociaż ugotuje :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jadłam podobne ciasto u Ciebie;)
    Czarnobyl - mało ludzi z Twojego pokolenia wie co to takiego było. Książkę będę miała na uwadze:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale masz fajnego męża;) Tylko pozazdrościć! Czarujesz jesienna idyllą- książka, słodkości, ciepła herbatka i ogród, coś wspaniałego!
    ściskam

    Agata

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj tak...te powroty są bardzo przyjemne tylko ja mam tak że długo na miejscu nie usiedzę;) Ciasto wygląda przepysznie a otoczenie przecudne!

    OdpowiedzUsuń
  9. zdjęcia jak zwykle oszałamiające :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...