poniedziałek, 23 czerwca 2014

Włosy - ponad pół roku intensywnej pielęgnacji!

Minęło mi już ponad pół roku od wkręcenia się we włosomaniacką pielęgnację na całego i pierwszego zdjęcia "dokumentującego". Patrząc się na zdjęcia z grudnia, stycznia i lutego widzę, że czas spędzony na przeszukiwaniu blogów, recenzji i rozszyfrowywania składów był czasem dobrze spożytkowanym;) Co do przyrostu w tym miesiącu to "pasemko kontrolne" zwiększyło się o około 3 cm, czyli fajnie. W zeszłym miesiącu było to centymetr mniej. Ale jem więcej warzyw i owoców, a to na pewno ma duży wpływ nie tylko na włosy. Tak przy okazji wygląd bloga nieco odświeżony (ale zamierzam jeszcze trochę elementów dopracować;), za tydzień do odświeżenia pójdą końcówki. Kusi mnie podrównanie włosów tylko do delikatnego cieniowania, ale z drugiej strony utrata długości mogłaby być zbyt bolesna;)



Tak wyglądają moje włosy teraz. Na zdjęciach w tle przemycony piękny, różany ogródek w sercu miasta. A tak zmieniały się moje włosy w ciągu ostatniego ponadpółrocza. W miesiącach zimowych zdecydowanie częściej niż teraz pojawiało się siano, chociaż piękne loki też się zdarzały. Teraz siana mniej, ale to czy po myciu będą bardzo lekkie fale czy spiralki jest trudne do przewidzenia. Jak ostatnio zauważyli moi znajomi, codziennie mam inną fryzurę. Racja;)



Na koniec ciekawostka. Zdjęcia sprzed dwunastu lat, które upewniły mnie w decyzji, że warto zapuścić włosy;)

Choć nie wykazałam się tutaj fotogenicznością, to nie mogę przestać zachwycać się swoją kaskadą loków. Przy okazji, ręcznik z pokemonem rządzi;)

Fot. S. i Familia

wtorek, 17 czerwca 2014

w Browarze Mieszczańskim

Pozazdrościłam Nieśmigielskiej, że tyle się w tym jej Poznaniu dzieje i poczułam, że muszę się tu pochwalić swoim Wrocławiem... na początek od strony kulinarnej;) Dwa weekendy temu wybraliśmy się na Europejski Bazar Smakoszy* do Browaru Mieszczańskiego licząc na większą kameralność niż w Rynku (tam też było kulinarnie), lepszy klimat i na piwa z lokalnych browarów. Nie przeliczyliśmy się, w Browarze Mieszczańskim było miło. Objedliśmy się niemiłosiernie, kupiliśmy suszone pomidory w oliwie, nawąchałam się przypraw i kilka wzięłam do domu, a S. uzupełnił zapasy piwne*. No i rozkoszowałam się upałem w lekkiej ludowej sukience i nowych sandałach, a jako że fajnych (i dobrej jakości) sandałów szukałam bezskutecznie od jakichś dwóch lat nie dziwcie się tej prostej radości;)











Fot.S.

Sukienka - Stradivarius przed paroma laty przerobiony (jakoś pięć lat już mam ją w szafie  i na blogu była też kawał czasu temu, tutaj:)
Sandały - mały sklepik w Bolesławcu skrywający fajne i dobre marki
Torebka - od S. (TK Maxx)
Bransoletka - DIY

*a co tydzień odbywa się tam Wrocławski Bazar Smakoszy
*tak, zapasy z majowego festiwalu piwa choć wyglądały imponująco to już się zdążyły wyczerpać. Swoją drogą spróbujcie poczęstować kogoś kto zasmakował tych mniejszych i lokalnych browarów czymś komercyjnym... z tej ścieżki nie ma już powrotu;)

czwartek, 12 czerwca 2014

Hong Kong Heat

Zazwyczaj nie myślę o tym kto nosił wcześniej ubrania, które kupuję w lumpeksach. Naprawdę, zupełnie się nad tym nie zastanawiam. Zwłaszcza, że zazwyczaj są to ciuchy z sieciówek, więc ich historia byłaby krótka i podobna, komuś po prostu już się nie podobały lub ktoś nie trafił w swój rozmiar/figurę. Czasami jednak trafiam na rzecz, której tajemny, wcześniejszy żywot mnie zastanawia. Tak było w przypadku tej sukienki. Jej niedzisiejszy wzór, luźny fason i przyjemna w dotyku, chłodna tkanina (celulozowy rayon) przykuły moją uwagę, a kiedy zobaczyłam metkę, wiedziałam, że to jest to. Już marka "Compagnie Internationale EXPRESS" sugerowała coś dalekiego i wschodniego. Podpis "Made in the British Crown Colony of Hong Kong" upewnił mnie w tym, że ta sukienka to już egzemplarz unikatowy;) A przy okazji świetny na upały:)






Fot. S. 

Wisiorek - Iam + DIY
Sukienka - sh (z cyklu w piątek za piątkę;)
Torba - New Look
Baletki - chyba Kaufland

wtorek, 10 czerwca 2014

Czarny, biały i odrobina cukru

Polubiłam ten strój. Czarny, białe jak od farby chlapnięcia i odrobina cukrowo-różowawego koloru w postaci koralików w naszyjniku. Natchnęła mnie Magda z czarno-białym minimalizmem i dopóki upał nie wymógł jasnych, kolorowych sukienek to hasałam kilka dni w tym właśnie zestawie. Niepostrzeżenie wiosna przerodziła się w lato. Za oknem, ale też w mojej głowie i na playliście. Jacaszek już przestał komponować się z upałem i burzami, zamiast tego na playlistę wskoczyły płyty kojarzące się z wakacyjnym pojezierzem. Obowiązkowym elementem do oglądania przy posiłkach stał się samochodowy atlas Polski. Szukam wsi na końcu świata, małych miasteczek obfitych w lumpeksy i otoczonych lasem jezior. Kuszą mnie mocno miejscowości rozsiane nad Bałtykiem, na mapie zerkam na te najmniejsze, wyobrażając sobie szum morza, małe domy, jasny piasek i spokój, ale S. wątpi czy takie jeszcze są;) Tak czy inaczej lista miejsc, o które trzeba będzie zahaczyć w czasie naszej wakacyjnej podróży rośnie i serce raduje się, że ten lipiec już tak niedługo:)









i jeszcze zdjęcie z innego fajnego dnia:)




Fot.S., a obróbka jak zwykle ja;]

Zestaw ekonomiczny: bluzeczka i spodnie sumując kosztowały mniej niż 5zł;)
Naszyjnik - Iam + DIY
Bluzka - sh
Spodnie - sh
Cichobiegi - Reserved
Torba - sh (pamiątka z Przemyśla, ma pięć przegródek, jest z miękkiej skóry, myślę, że będzie ładnie się starzeć:)

*Tak, tę płytę wbrew tytułom polecam jako pozytywny soundtrack do wakacyjnych wypraw samochodowych;)

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Rok

Deszcz za oknem, do piątkowego popołudnia boleśnie daleko, więc ciężko dziś o entuzjazm, ale wczoraj był fajny dzień. Spędzony zwyczajnie, ale gdzieś w tle ciągle przewijała się myśl, że rok temu było niezłe zamieszanie i porządna impreza;) 



Myślę, że jest to dobra okazja aby podzielić się tutaj kilkoma zdjęciami z pleneru, który po ślubie urządziła nam Ula. Należą jej się wielkie ukłony, po pierwsze, za to jak fajne zrobiła zdjęcia, po drugie, że przyjechała za nami aż na Pojezierze i w końcu za to, że udało jej się wyciągnąć nas do pozowania choć po przejedzeniu się domowymi tortillami nasz entuzjazm i poziom romantyzmu był bliski zeru;)










Fot. Ula
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...