sobota, 30 sierpnia 2014

Piknik w kamieniołomie

W ramach oszczędzania paliwa i poznawania bliższych okolic Wrocławia dwa tygodnie temu pojechaliśmy na piknik i kąpiele w kamieniołomie koło Sobótki. Wszystko byłoby naprawdę piękne gdyby każdy odwiedzający to urzekające miejsce zabrał ze sobą to co przyniósł. Ale nie będę marudzić i tak jest tam bardzo malowniczo. Biała, bawełniana sukienka pasowała idealnie.


Włosy jeszcze mokre, dowód, że i w tym miejscu kąpiele zaliczone. Woda jest tu czysta i w porównaniu do Bałtyku czy głębokich jezior baaaaardzo ciepła;)






Były też atrakcje takie jak widowisko sportów esktremalnych. Miejscowi (chyba?) chłopcy widoczni na bunkrze u góry skakali właśnie z tamtego miejsca. 

A tu wprawne oko dostrzeże czerwone kąpielówki lecące na tle skał.
Były też atrakcje kulinarne. Deszczowy grill, mnóstwo przekąsek i czekoladowe ciasto z morelami, o którym więcej się dowiecie, jeśli zajrzycie tam gdzie rosną poziomki:)
Kosza piknikowego nie mogło zabraknąć.

Fot. S. i Ula

Sukienka - sh (Cream)
Łańcuszek - Promod
Buty - Reserved
Kosz piknikowy - prezent ślubny od Państwa B.

*Do S. i D.: tak, po tamtym weekendzie polubiłam Rykardę;)

piątek, 29 sierpnia 2014

Spotkanie w mieszkaniu z niebieską kanapą

W zeszłym roku odwiedziłam Magdę w jej domu na wsi, a w tym roku Magda odwiedziła mnie. Bardzo fajny to aspekt blogowania. Co ja będę pisać o porozumieniu dusz i tym, że czas minął o wiele szybciej niż powinien. Myślę, że jeśli ktoś spotkał się kiedyś z blogową koleżanką to wie o co chodzi:) Przy okazji takich spotkań aż wstyd byłoby nie porobić zdjęć. Zwłaszcza, że niebieska kanapa czekała na uwiecznienie od dawna, a jeszcze Magda przyniosła mi kilka fajnych sukienek;) Tak, jedna z nich została wykorzystana od razu;)










Fot. Magda i mąż Magdy
a jakie zdjęcia ja zrobiłam Magdzie, możecie zobaczyć u niej na blogu

wtorek, 26 sierpnia 2014

Technicolor Yawn

Może już późno na mocno letnie zdjęcia, ale nie może być wakacji bez zdjęcia na białym pniu, to już wieloletnia tradycja. W tym roku królowało lenistwo i tylko raz poszliśmy uwiecznić tam moje oblicze. Bohaterem tych jakże wyjątkowych zdjęć jest kolorowa sukienka, która wzorem przypomina mi japońską piżamę. Wydaje mi się, że była taka w szafie Babci albo musiało mi się to kiedyś przyśnić. Wracając do sukienki, to zauważono od razu, że pasuje do moich szalonych okularów, a więc dobrze;)









Fot. S.

Sukienka - sh
Buty - Reserved
Okulary - House

P.S. Dziś było baaardzo miłe spotkanie, a jego zdjęciowy efekt uboczny (albo i nie uboczny?;) pojawi się tutaj niedługo:)

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Niedziela dla włosów - mąka ziemniaczana, olej ostowy, nafta, witaminy i rozmaryn

Spodobał mi się pomysł niedziel z domową pielęgnacją! Już od ubiegłego poniedziałku cieszyłam się na ten pretekst do zabawy w fotografa amatora i powoli rozważałam co ze sobą pomieszam. Na pewno musiała pojawić się mąka ziemniaczana, nafta, którą podejrzewam o nabłyszczenie moich włosów w zeszłym tygodniu i jakiś olej. Po przeczytaniu na blogach pozytywnych opinii na temat oleju z ostu wiedziałam, że czas wreszcie napocząć butelkę czekającą w spiżarce;) Dodatki dobrałam na szybko, sięgnęłam po witaminę A i E, a na koniec wycisnęłam trochę soku z cytryny. Taką maskę nałożyłam na włosy po czym po około 1,5h zmyłam je szamponem Labell Bio (produkt supermarketowy, a aloes na drugim miejscu w składzie). Na koniec tylko płukanka. W zamierzeniu rozmarynowa, pod wpływem impulsu rozmarynowo-cytrynowa.










A jak efekty? Włosy miękkie lecz bez szału. Trochę przesuszone. Tym razem zrobiłam jedną niemądrą rzecz i ciężko o obiektywną ocenę tego co zdziałała maska, a co sama popsułam. Chcąc mieć pewność, że będę prezentować się dobrze na niedzielnym towarzyskim spotkaniu, zanim włosy wyschły nałożyłam na nie o wiele więcej jedwabiu niż zazwyczaj i o wiele więcej niż powinnam. Efekt to włos oblepiony, nieprzyjemny. Było też w masce albo szamponie coś co mi podrażniło skórę głowy, ciekawa jestem co. Składniki i szampon (choć teoretycznie skład taki fajny..) idą na czarną listę podejrzanych, może za jakiś czas dochodzenie wskaże winowajcę. 



Fot. Ja i ostatnie S.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Niedziela dla włosów - siemię lniane, olej kokosowy, nafta i płukanka z nagietka

Post miał być wczoraj, ale przypadkiem trafiliśmy na "07 zgłoś się" i tak cały plan na wieczór się sypnął;) Pomysłodawczynią akcji "Niedziela dla włosów" jest Anwen. Na swoim blogu autorka oraz inne włosomaniaczki co tydzień publikują nowe pomysły na to jak zrobić domowe spa swoim włosom i jak się te pomysły sprawdzają w praktyce. Jako, że nic tak nie motywuje jak wspólne akcje, stwierdziłam, że czas się wreszcie przyłączyć. Zobaczymy jak mi wyjdzie z systematycznością, ale taka na pewno by się przydała, bowiem już od dłuższego czasu moje włosy przestały współpracować z tymi produktami, którymi zachwycałam się jeszcze na wiosnę. Czas poszukać nowych rozwiązań bez wydawania fortuny na eksperymenty z nowymi kosmetykami. Postanowiłam, że moje niedziele dla włosów będą próbą znalezienia idealnej maski opierającej się głównie na składnikach dostępnych w kuchni, w ogrodzie i na polu;) W tym tygodniu postawiłam na odżywianie przed myciem. Przygotowałam maskę z glutka z siemienia lnianego (zmielonego uprzednio, co nie było mądrym pomysłem, bo wyszedł z tego delikatny peeling), oleju kokosowego i nafty kosmetycznej. Tak przygotowaną dwufazową papkę nałożyłam na suche włosy na około dwie godziny, po czym umyłam je szamponem Natur Vital przeciw wypadaniu. Zrobiłam też eksperyment i po umyciu włosów nie nałożyłam na nie żadnej odżywki (nie pamiętam kiedy ostatni raz zostawiłam włosy same sobie bez odżywki;), zamiast tego ostatnie płukanie zrobiłam rozcieńczonym wywarem z kwiatów nagietka.






Jak wyszła pierwsza próba? Bardzo pozytywnie! Może nie widać tego na zdjęciu, ale włosy były zaskakująco miękkie i jak na nie przyjemnie sypkie. Takiego efektu nie udało mi się uzyskać już od bardzo dawna i choć wciąż nie był to ideał to na pewno jest to duży krok naprzód. Na koniec dokumentacja i ciekawostka pokazująca ile daje dobry jedwab/serum do włosów, pierwsze zdjęcie było zrobione przed jego nałożeniem;)



Fot. Ja i Mateusz

niedziela, 17 sierpnia 2014

Rajska słowińska plaża

Na zdjęciach piękna plaża w Czołpinie. Nie dajcie się jednak zwieść temu rajskiemu widokowi. Owszem, upał był nieziemski i wgniatający w ziemię. Za to woda miała w porywach 15 stopni, choć przy 9 stopniach we Władysławiowie i tak nie mogliśmy narzekać. Jestem z siebie dumna, bo mimo tego, że już wejście po kostki było bolesne, to udało mi się w całości zanurzyć i nawet trochę popływać, czekając aż chłód przeniknie przez skórę w głąb ciała. Przez późniejsze dwie godziny upał nie był mi straszny:) 






Często spotyka się teraz krytykę sztucznych tkanin. Dołączam się do tego całym sercem, ale nie mogę przejść obojętnie, kiedy ktoś wrzuca do tego worka wiskozę. Dlaczego? To materiał bazujący na celulozie, ręką i nogą mogłabym się podpisać pod tym, że to świetna, przewiewna tkanina na lato. W przypadku tego stroju, bawełniana bluzka i spodenki wiskozowe (jak wiele rzeczy z wakacyjnych postów, kupione w miejscowym sh i od razu uprane) były godnymi siebie konkurentami w byciu najlepszym ciuchem na upał, ale spodenki wygrały. Chłodniejsze w dotyku. Ozdobą tego stroju jest torebka, którą też kupiłam w lokalnym lumpeksie. Od razu przykuła moją uwagę, wyglądała niecodziennie i "rzemieślniczo". Nie myliłam się, torebka na pewno jest dziełem rąk, a nie maszyny, a w środku jest pieczęć z chińskimi znakami (S. orzekł, że raczej nie są japońskie, przy czym zastanawia mnie skąd ta jego wiedza i pewność). Podczas gdy rzeczy ze wschodu wciąż powodują moją ekscytację (właśnie skończyłam książkę Katarzyny Pawlak "Za Chiny ludowe" i już leci kolejny reportaż z tej części świata) to naprawdę fajny łup.


i dowód na to, że zimna kąpiel była, od stóp aż po głowę (woda morska też świetnie sprawdzała się w roli stylizatora włosów;)


Fot.S.

Bluzka - KappAhl
Spodenki - zachodniopomorski sh
Torebka - zachodniopomorski sh
Okulary - House
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...