piątek, 26 września 2014

Pozdrowienia z Budapesztu

Tak, pozdrowienia z miasta pięknych, starych kamienic:) Pomimo, że nie jestem tutaj na wakacjach to wciąż pozostaje sporo czasu na długie spacery i poznawanie miasta, co też każdego dnia razem z S. uskuteczniamy. Nasze zwiedzanie ogranicza się do niedużej części miasta, ale każda ulica jest tak wysycona zabytkowymi budynkami, sklepikami i knajpkami, że nie sposób jest zobaczyć wszystkiego nawet w tak małym zakresie. Aparat wyciągam rzadko, za to staram się więcej zapamiętać. Co do ubrań to ostatnio całkiem dobrze czuję się w czerni, brązach i w granatach. Kolorystyczne uspokojenie, znak, że jesień idzie. Takie właśnie rzeczy wzięłam ze sobą na wyjazd. Na zdjęciach jedne z moich dwóch ulubionych par spodni tego roku i bluzka z niebieskim, wężowym motywem. Poliester z przodu, ale w takiej ilości i w takiej cenie mogę wybaczyć.









S. przygotował trasy, na których ciekawe sklepy z ciuchami i starociami przeplatają się z małymi browarami (nawet w krainie wina takie są;). W Szputniku znaleźliśmy szuper walonki. Szkoda, że za duże..


Fot. S.

Bluzka - sh
Spodnie - sh
Wisiorek - targ staroci
Buty - Reserved
Torebka - sh

wtorek, 23 września 2014

Niedziela dla włosów: peeling kawowy i henna Cassia

Miałam plan aby raz na kwartał odżywiać włosy bezbarwną henną Cassią i póki co się to udaje. Henna ma poprawiać kondycję włosów, spotkałam się też z opinią, że ma je pogrubiać. A na pewno nie zaszkodzi (chyba, że jest się właścicielką jasnego blondu, wtedy może kolor może pójść w zieloności). Przy hennie ważne jest aby włosy były dobrze oczyszczone, jeśli będą oblepione sylikonami, to składniki nie będą się wchłaniać. W tym celu sięgnęłam po szampon Bingo z borowiną. Aby pozwolić hennie działać jeszcze lepiej na skórę głowy, oczyściłam ją mieszanką szamponu z fusami kawowymi. Taki peeling;) Są dwie drogi użycia bezbarwnej henny. Można rozrobić ją z sokiem z cytryny i odstawić na 12 godzin, wtedy może ona rozjaśnić włosy i nadać im złotego połysku. Można też zmieszać ją z wodą i użyć mniej więcej po godzinie w celu bardziej odżywczym. Ja wybrałam drugi sposób (wolę nie powiększać samoistnego efektu "ombre";). Hennę zmieszałam z ciepłą wodą do konsystencji jogurtu naturalnego i dodałam kilka kropel cytryny. I tradycyjnie już zabawa w zdjęcia, do których wykorzystałam płatki ostatniej róży, która przekwitła w ogrodzie (płatki były już pozbierane z ziemi więc w ostatnim dniu lata było to wręcz symboliczne;).





Tak, to był peeling kawowy. Wyszedł apetycznie. Henna to było niemniej piękne zielone błoto.







Ale ku przyzwoitości zamieszczam zdjęcie, kto ma włosy podobne do moich i wielkie wyjście przed sobą, niech lepiej nie używa henny tego dnia lub dzień przed;) Tak jak się spodziewałam, efekt wizualny na włosach był raczej mizerny, ale nie o to w tym zabiegu chodziło. Ciekawa jestem dalszej perspektywy, niestety póki co włosy jeszcze mokre po pierwszym po hennie myciu więc na wrażenia trzeba poczekać.


Fot. Ja

sobota, 20 września 2014

41 Lê Lợi Hoi An

Po raz kolejny na wyprzedaży "wszystko po 5zł" w sieciówce z odzieżą używaną udało mi się znaleźć perełkę z drugiego końca świata. Podejrzewałam, że ta tkanina to jedwab albo mieszanka z jego domieszką (była tylko metka z marką) i że to może być lokalny produkt ze wschodniej części kontynentu. Moje przypuszczenia potwierdziła ta strona. Nazwa marki okazała się adresem lokalnego, wietnamskiego sklepu specjalizującego się w sprzedaży rzemieślniczych wyrobów z jedwabiu pozyskiwanego z jedwabników. Rzeczywiście taki jedwab jest inny, jakby delikatnie szorstki, mięsisty, gruby. Choć i tak pokochałam tę tunikę za luźny krój i lekki połysk, to teraz już zupełnie przepadłam. Na zdjęcia załapała się też nasza najnowsza "pociecha". Pojechaliśmy z S. do Czacza po stół do kuchni, biurko, wieszak, drabinę i lustro, a wróciliśmy z zabawkowym samochodzikiem, jak się potem okazało (S. sprawdził na zagranicznych aukcjach;) z lat 50tych.










Fot. Ola

Tunika - sh (zabieram ją na wyjazd do Budapesztu więc na pewno jeszcze się na blogu w niedalekim czasie pojawi;)
Buty - od Mamy S.
Kolczyki - od M.

środa, 17 września 2014

Niedziela dla włosów: maska śmietanowo-ziołowa z olejem z orzecha włoskiego

Po tym jak po oleju z orzecha włoskiego (miałam paromiesięczna przerwę w używaniu go) powróciły moje loki w wersji w porywach aż spiralkowej, wiedziałam, że muszę go wykorzystać do niedzielnej naturalnej pielęgnacji. Od jakiegoś czasu głowiłam się na tym jak połączyć olej z wodą, za pomocą czegoś, co mogłabym wziąć z kuchni/ogrodu. Pozwalałam intuicji na podpowiedzi, które Mama Chemik weryfikowała przeglądając publikacje naukowe. Padło na śmietanę (18%) jako medium łączące wodę i olej. Zwłaszcza, że ta, która stała w lodówce była podejrzanie gęsta, jak na skład pozbawiony zagęstników. Warto było poświęcić ją na cele inne niż żywieniowe, a w przyszłości unikać tej firmy. Dlaczego tak uparłam się na wodę? Chciałam wykorzystać zioła, które jeszcze pięknie rosną w ogrodzie, a najlepsze co z tych ziół na szybko mogłam zrobić to wywar. Oto więc nazrywałam trochę szałwii, rozmarynu, kilka listków mięty, kwiaty nagietka, ususzone kwiaty lawendy i jeden kwiat nasturcji. Podczas robienia zdjęć pomyślałam, że warto byłoby do tej kompanii dołączyć pokrzywę. Zioła rozdrobniłam i zalałam wodą. Zagotowałam i odczekałam aż wywar ostygnie. Śmietanę pomieszałam z olejem z orzecha włoskiego, po czym dolałam ziołowej mikstury i zrobiła się przepiękna emulsja, którą zagęściłam mąką ziemniaczaną. Maseczkę nałożyłam na włosy. Po około dwóch godzinach całość zmyłam szamponem Tołpy do włosów tłustych. Nie dawałam już żadnej odżywki. Podeschnięte nieco włosy ugniotłam kremem z woskiem z Isany (z którym przesadziłam), a niesforną włosową młodzież wygładziłam jedwabiem.














Tak, zdecydowanie maseczka wyszła za rzadka i trzeba było sięgnąć po mąkę.





Ziołowego wywaru wyszło oczywiście o wiele za dużo, ale w mieszance ziół nie było nic, co nie nadawałoby się do wypicia;) Smak daleki był od poezji, ale jakie orzeźwienie!


Tak prezentowały się moje włosy po niedzielnej pielęgnacji. Loki wróciły! Sensacyjny był również czas schnięcia, coś około dwóch godzin, czyli długo... czyli idzie ku dobremu:) Ale nie obyło się bez minusów. Przesadziłam z woskiem, to widać (lepiej było następnego dnia po przeczesaniu włosów palcami). No i następne mycie musiało być szybciej niż zazwyczaj, podejrzewam, że to wina śmietany. Następnym razem sięgnęłabym po jogurt.




W założeniu maseczka miała trafić również na twarz, ale nie starczyło. Przygotowałam więc na szybko niewielką miksturę na bazie drożdży, miodu, ziołowego wywaru i wytłoczyn różanych (o jesiennej róży post będzie, mam nadzieję, niedługo).


Fot. Ja
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...