środa, 31 grudnia 2014

Odświętne stadko kóz

Obiecana kartka świąteczna z kozami (i koziołkiem, to ten z tyłu, z grzywką:). Tymczasem udanej zabawy sylwestrowej:)



Fot. Ja

wtorek, 23 grudnia 2014

Przed Świętami

Zastanawiałam się jak to będzie w tym roku, bo nie wiem czy to przez wiosenną wrocławską pogodę czy przez brak czasu na gorączkę przygotowań (a najpewniej i przez to i przez to) nie czułam ani trochę świątecznego klimatu. Ale dzisiaj, kiedy spod ścierki ukazywały się półki o zdecydowanie żywszym kolorze, kiedy łazienka znów stała się przyjemnym miejscem, kiedy całe mieszkanie jakby zyskało na przestronności, a na kaloryferze rozbłysły lampki, to ten świąteczny duch gdzieś tam się zatlił;) Przedświąteczne porządki mają jednak swój urok;) Teraz uciekam do rysowania i malowania kartek świątecznych, a jako, że pewnie przez najbliższy czas nie będę zbyt wiele czasu spędzać przed komputerem, to chciałam życzyć tym, którzy tutaj zaglądną spokojnych i bardzo miłych Świąt!:)









Kozy znalazły się na kartce świątecznej nieprzypadkowo;) Ale o tym więcej w tej spokojniejszej części Świąt:)
Fot. Ja

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Podsumowanie akcji zapuszczania włosów z dość nieszczęśliwym zakończeniem

Niestety czas na gorzkie żale. Kiedy po akcji zapuszczania z Eter i setką innych włosomaniaczek moje włosy wreszcie osiągnęły przyzwoitą, ładnie się układającą długość, stwierdziłam, że warto popracować nad ich stanem i podciąć trochę już wyświechtane końcówki.  Dość spontanicznie podjęłam decyzję, że lepiej teraz niż dopiero po Świętach. Poszłam do fryzjerki mojej Cioci, która ponoć powiedziała, że zrobi tak, żeby moja Ciocia miała włosy do pasa. Uznałam to za dobry znak. Do sprawy przygotowałam się bardzo solidnie. Zrobiłam szkice z wyraźnym zaznaczeniem problematycznych aspektów - widok na fryzurę od przodu i z boku, w dwóch wariantach pożądanym i absolutnie niepożądanym. Dodatkowo wszystko szczegółowo opisałam dodając obostrzenia, że 2cm to maksimum, że nie chcę cieniowania i że często chodzę w warkoczu więc muszę dążyć do zrównania wszystkich włosów żeby nie mieć z warkocza zwężającego się mysiego ogonka. Myślę, że jaśniejsza i bardziej zrozumiała mogłaby być już tylko prezentacja multimedialna z wytłuszczonymi , wyskakującymi hasłami. Fryzjerka wydawała się osobą kompetentną, stosowała dobre kosmetyki (maski Kallos) i szczotkę Tangle Teezer. A  jak skończyła się ta historia? Wyszłam z włosami krótszymi o rok zapuszczania i z podobnież beznadziejną, pocieniowaną fryzurą jak na szkicu "antyprzykładu", który pokazałam (chcę zrównać kosmyki z przodu z tymi z tyłu, a nie zbliżyły się do siebie zbytnio mimo tego że z długości poszło duuuużo, zmierzyłam i jest to aż 10cm). Dla wielu włosy to tylko włosy, odrosną, ale fakt, że przez najbliższe parę miesięcy spoglądanie w lustro przy rozpuszczonych włosach będzie nieco rozczarowujące, jest mało przyjemny. Zaczynam tracić wiarę, że kiedykolwiek zapuszczę te włosy dłuższe niż tuż za ramiona w ładnym, niepocieniowanym wydaniu i zupełnie już nie mam motywacji do dbania o nie jakoś szczególnie.



A jak wypadło zapuszczanie? Myślę, że najlepiej będzie to widać na zdjęciach. Pierwsze zrobione było przy końcu sierpnia, przedostatnie 7 grudnia, a ostatnie w ubiegły czwartek. Włosy urosły, ale nie jakoś spektakularnie. Niemniej były już całkiem długie..



poniedziałek, 8 grudnia 2014

Niedziela dla włosów: białe, żółte i zielone

Dawno już nie robiłam niedzieli z domowymi maseczkami i pewnie ta również skończyłaby się co najwyżej na olejowaniu przed myciem, ale ostatni post z cyklu "włosowych historii" na blogu Anwen zainspirował mnie do pomieszania ze sobą kilku składników;) Ale to też nie tak, że nie dbałam o włosy przez ostatni czas, po prostu trafiłam na świetne sklepowe maski, które uśpiły moją chęć eksperymentowania. Przechodząc do maseczki to jest to powtórzenie tej z bloga Anwen, z tą różnicą, że nie dodałam żadnej sklepowej maski. Głównym bohaterem i bazą objętościową było żółtko. Do tego wzięłam kilka łyżeczek skrobi ziemniaczanej, naftę kosmetyczną i olej sezamowy. Cudownych właściwości dopełniała alga morska - spirulina. I to wszystko:) Mieszankę nałożyłam na włosy na parę godzin. Do zmycia wykorzystałam mydło ziołowe Babuszki Agafii, które dostałam w ramach odroczonego prezentu urodzinowego i które sprawdza się u mnie świetnie (Dzięki M.!;). Po umyciu już tylko odżywka bez spłukiwania do rozczesania i kilka kropel jedwabiu.





I teraz najważniejsze. Jaki był efekt na włosach? Zdziwiłam się, że domowa maseczka może aż tak wygładzić włosy! Po myciu ułożyły się w ładne, błyszczące loki:)


Na drugi dzień po nocy w koku fryzura nie była najciekawsza, więc reanimowałam ją szczotkowaniem z porcją mgiełki (na bazie wody różanej i odżywki bez spłukiwania) i jedwabiem. Gładkość wciąż była naprawdę imponująca nawet po całym dniu chodzenia w szaliku. 





Maseczkę wykorzystałam również do twarzy, gdzie dodatkowo wzbogaciłam ją o świeżo zakupiony kwas hialuronowy. Sprawdziła się równie udanie:)
Fot. Ja

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Mglista jesień w Kotlinie Kłodzkiej i słońce w butelce

W tak ciemny, zimny i ponury dzień jak dziś nie ma nic przyjemniejszego niż siedzenie w ciepłym (jeśli ubierze się dwa swetry, dwie pary dresów i dwie pary skarpet;) domu. Ale jeszcze przyjemniej byłoby docenić to ciepło z kubkiem gorącej herbaty po porządnym przewietrzeniu się. Dlatego tak lubię jesienne wyprawy w pagórki i nie może być jesieni bez wypadu do Kotliny Kłodzkiej. Ten sprzed trzech tygodni był wyjątkowy, bo dwudniowy. Zmęczeni długą trasą, przewiani wilgotnym, lodowatym powietrzem, wróciliśmy zamiast do auta i na krajową ósemkę to do schroniska Jagodna. Jestem tym miejscem zachwycona, bo nie dość, że panowała tam świetna atmosfera, wnętrze było urządzone ciepło i przytulnie, to jeszcze objedliśmy się pysznymi rzeczami, co wcale nie tak często zdarza się w schroniskach. Na tak miłą okazję obcowania z zimną jesienią wzięłam nalewkę swojej produkcji (w tym roku zadebiutowałam z produkcją przetworów), w której smaki lata zostały szczelnie zamknięte i zalakowane stearyną kilka miesięcy temu. Dzięki niej wiatr i mglista wilgoć nie były nam straszne;)












moje włosy + kłodzka mgła = piękne loki.. i chyba już czas na "włosową aktualizację" ;)














Fot. Ja, S.

Przepis na nalewkę wzięłam z dodatku do Gazety Wyborczej "Palce Lizać", jak ktoś byłby zainteresowany, odkopię z moich wyrywków i tu napiszę;) Nalewka zrobiona została na bazie brzoskwiń i melona. Smak jak dla mnie jest dość kontrowersyjny, bo kojarzy mi się z zepsutym zębem (nie pytajcie czemu, takie mam po prostu skojarzenie), ale pozostali degustatorzy tej kontrowersji nie dostrzegali i uznali nalewkę za bardzo dobrą;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...