czwartek, 21 grudnia 2017

Bluza w roboczym odcieniu granatu

W literaturze często spotykałam się z bluzami czy też marynarskimi bluzami*, które ze współczesnym dresem miały tyle wspólnego, że postrzegane były jako ciuchy wygodne czy użytkowe;) Kiedy znalazłam tę tunikę w roboczym odcieniu granatu od razu nasunęło mi się skojarzenie ze wspomnianą bluzą. Przyznam, że wędrowała po domowych szafach i pewnie gdyby nie mój stan odmienny, wymagający znalezienia nowych rozwiązań odzieżowych, pewnie dalej gdzieś by czekała na lepsze czasy. Sztywna dość gruba bawełna, topornie luźny krój, pewnie normalnie by mnie to nie urzekło, ale co innego kiedy chce się pozostawić obrys tułowia domysłom albo po prostu czuć wygodną pustą przestrzeń między ciałem a materiałem;) Jak to bywa u mnie z ulubionymi rzeczami, nie łatwo im trafić na bloga i tak dopiero teraz po paru miesiącach królowania tejże tuniki vel bluzy wychodzi ona na światło dzienne świata wirtualnego;) W zasadzie chyba w ostatnim momencie kiedy rzeczywiście coś można jeszcze pod nią pozostawić jedynie domysłom;)









Fot. S.

Granatowa bluza w dawnym rozumieniu tego słowa - sh
Czarne sztyblety - Reserved

piątek, 15 grudnia 2017

W słońcu i w zachwycie

Gdzie jest ta zima? Drobne jej ślady, resztki śniegu albo nocnego przymrozku znaleźliśmy ostatnio w pewnym przydrożnym brzeziniaku. I choć było pięknie, słonecznie i na tyle ciepło aby móc na chwilę zrzucić płaszcz, to czekam z niecierpliwością na tę ponoć mającą nadejść w tym roku zimę stulecia;) W kwestii ubrań choć to już końcówka szóstego miesiąca, jeszcze mogę się bawić w chowanego. i zależnie od nastroju czy pomysłu nakładać na siebie kroje kształtujące sylwetkę bardziej według wyobrażeń niż rzeczywistości. Ciekawe jak długo tak jeszcze będzie!;)







Fot. S.

Dresowa narzutka - sh
Dzianinowa szara tunika - sh
Czarne sztyblety na prawie płaskim obcasie - Reserved
Biało-szary szal - vintage ze strychu

czwartek, 7 grudnia 2017

Boho w zaciszu domowym

Z uwagi na to, że wokół mnie coraz to nowi przeziębieni, nie ryzykuję i nie wyskakuję robić zdjęć zwiewnych ubrań w plenerze. Zostają przeto dość ograniczone kadry domowe, ech*. Sukienkę kojarzącą mi się trochę z cygańskim stylem dawnej bohemy znalazłam oczywiście w sklepie z odzieżą używaną (to było w okolicach czasowych "Czarnego Piątku", ale w ramach cotygodniowej obniżki, która zdecydowanie przebijała atrakcyjnością wszystkie te rabaty 10 i 15% w "normalnych" sklepach;). Sukienka miała w sobie coś przyciągającego i jednocześnie odpychającego. To już chyba nie te czasy żebym dobrze czuła się w falbanach, ale.. no właśnie, ten wzór, spokojne a jednak żywe kolory, dobrej jakości tkanina, no i falbana bardzo dyskretna. Przyciąganie zwyciężyło;) i dobrze, fason dobrze układa się przy obecnej krągłości, ale nie jest na tyle nadmuchany abym źle się w nim czuć w stanie niezaokrąglonym;)







Fot. S.

Czarna dresowa narzutka - sh
Sukienka w stylu boho - sh
Skórzane kozaki - vintage ponad dwudziestoletni (chodziła w nich moja Mama, eksploatowała do jazdy konnej moja siostra, ja też sporo już w tych butach przechodziłam.. w tym roku odkryłam je na nowo, ale o tym kiedy indziej;)

*gdybym jeszcze miała obiektyw, z którym nie trzeba wychodzić prawie za okno naszego mieszkania żeby zrobić zdjęcie całej sylwetki... Ha myślałam, że już mam taki działający, ale jednak po tym weekendzie widzę, że ja i pan od naprawy obiektywów mamy inne zdania na temat tego jak zdjęcia powinny wyglądać:( jak dla mnie coś jest dziwnego z tym obiektywem:(

czwartek, 23 listopada 2017

Normalność z domieszką poliestru

To czasami jest tak jak w tym powiedzeniu, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Kiedy zobaczyłam dziewczynę, mimo w zaawansowanej ciąży pięknie ubraną w obcisłe dżinsy i przylegający mięsisty granatowy sweter, wzbudziło to we mnie wewnętrzny szloch. W końcu ile dni pod rząd można chodzić w czarnych legginsach, nawet jeśli ma się kilka fajnych tunik czy dłuższych swetrów na zmianę? Wyciągnęłam więc zakupione zapobiegawczo ciążowe rurki i stwierdziłam, że mimo braku aż tak wydatnej krągłości czas zacząć je nosić. W czym więc problem poza tym, że spodnie trochę jeszcze ze mnie zjeżdżają? Ano w domieszce poliestru, z której włóknami nie do końca dogaduje się moja skóra;) Dobra, w tak ważnej sprawie jak wygoda raz mogłabym złamać zaszaleć i zainwestować w element garderoby nie z lumpeksu. Jednak po przejrzeniu ofert i cen w  kilku sklepach online (w H&M dżinsowych rurek bez domieszki poliestru W OGÓLE nie znalazłam) odłożyłam zakup w czasie, a póki co wzmogłam czujność łowczego lumpeksowego, bowiem jak już pokazały moje badania terenowe, gdzieś na zachodzie istnieją ciążowe rurki szyte z dobrych tkanin, tylko jeszcze nie trafiliśmy na siebie z odpowiednim rozmiarem;)








Fot. S.

Szary kaszmirowy płaszcz - sh
Szalik w kratkę podejrzewany o udział kaszmiru w składzie - vintage
Granatowy sweter z miękkiej tkaniny - sh (COS!;)
Brązowa torebka - sh
Granatowe dżinsowe rurki z domieszką poliestru - sh
Skórzane kozaki - Loft37 (2012)

poniedziałek, 20 listopada 2017

Ogrodniczka domowa

Gdybym miała wskazać na element garderoby kojarzący mi się z ciążą to byłyby to spodnie ogrodniczki i rzeczywiście, kiedy ubrałam je na jeden z wieczornych obiadów w przyjacielskim gronie, to był szał;) Chyba wiele osób ma takie skojarzenie;) Chociaż obecna pora roku nie sprzyja temu rodzajowi spodni (jednak w luźnych ogrodniczkach pod ciepłą kurtką, ale z wiatrem hulającym po nogach, czułam się niekomfortowo), to pozostają okazje w zaciszach domowych. Spotkania na poduszkach i naszej niebieskiej kanapie, a także szybkie rejsy do przystani innych przytulnych mieszkań. Mój egzemplarz ogrodniczek zakupiłam oczywiście w sklepie z odzieżą używaną. Ujęła mnie miła w dotyku tkanina i wyrazisty, ciemny kolor. I chociaż nie ma szans aby starczyły na całą ciążę (już teraz nie mają zbyt wiele zapasowego miejsca;), to uznaję to za atut. Akurat przez zimę zdążę za nimi zatęsknić aby wskoczyć w tę wygodną opcję na wiosnę;)







No właśnie, ale w temacie miała być też i ogrodniczka;) Po tym jak uświadomiłam sobie iż suche powietrzne w naszym mieszkaniu nie jest dobrym rozwiązaniem dla pięknej i promiennej cery, postanowiłam wprowadzić to nas trochę zieleni. Tak jak zawsze uważałam, że mam antyrękę do roślin (udało mi się zupełnie nieintencjonalnie uśmiercić nawet kaktusa), tak systematycznie coraz więcej roślin u nas przeżywa;) I tak parapet jest już cały obstawiony roślinnością, zielone wkracza na półki i szafy, a ja, choć tego się po sobie nie spodziewałam, mam sporo frajdy w szykowaniu doniczek na kolejne maluchy od koleżanek albo robienie roszad między już zadomowionymi lokatorami;)



Fot. S. 

Granatowa bluzka w białe paski - sh
Ogrodniczki w kolorze ciemnego granatu - sh
Granatowe skarpetki w kropki - H&M

poniedziałek, 13 listopada 2017

Pod dywanem

Chociaż nie mogę powiedzieć, że moja szafa jest wypełniona po brzegi kolorami, to jednak w porównaniu z sezonem wiosenno-letnim, moja garderoba jesienno-zimowa to już głównie czernie i szarości. Zwłaszcza, kiedy wciąż trwa okres przejściowy w kwestii figury i najbardziej pasującymi do moich obecnych kształtów są legginsy, a mam tylko czarne oczywiście;)  Niemniej ta bluza mimo ponurych odcieni urzekła mnie na tyle, że noszę ją do znudzenia często. Wytłaczany wzór przywołujący skojarzenia z orientalnymi dywanami albo zdobieniem średniowiecznych arrasów, do tego wygodny namiotowy krój i nie za ciepła ale też nie za cienka tkanina. Od siedzenia pod tym miłym szarym dywanem można się naprawdę uzależnić;)








Fot. S.

Bluza w wytłaczane dywanowe wzory - sh
Szara zamszowa torebka - sklep obuwniczo-torebkowy na Nadodrzu
Szara czapka - sh
Czarny płaszcz z kołnierzem - H&M (2008!)
Skórzane brązowe kozaki - Loft37 (2012)

piątek, 3 listopada 2017

Łowczy podmiejski

Ta gruba wełniana narzutka, kupiona w czasie wakacji za beztroską kwotę dwóch czy trzech złotych, od razu nasunęła mi skojarzenie z "łowczym królewskim". Kiedy jednak pejzażom w tle daleko do podniosłości nietkniętej puszczy (chyba jeszcze uchował się kawałek? Jeśli nie i już wszędzie dotarły macki "pielęgnacji" nie smućcie mnie i nie mówcie mi tego), nie ma też żadnego z majestatycznych dębów, nawet jeśli wziąć pod uwagę drugi daleki horyzont, który kiedyś znaczyły. Zdecydowanie bardziej pasuje tu podmiejskość, a więc niech będzie "łowczy podmiejski" choć z myślistwem tyle mam wspólnego, że lubię chodzić po lesie w jakimś celu;)








Fot. S.

Wełniana narzuta łowczego królewskiego - sh
Czarna dresowa tunika - sh
Brązowe niskie sztyblety - Ryłko
Ludowa chusta - vintage domowy

*Haha dopiero teraz zobaczyłam jaki tytuł ma ten utwór! Bo ja jak zwykle skupiam się na melodyce, śpiew interpretując jak jeden z instrumentów, bez zagłębiania się w tekst;)

piątek, 27 października 2017

Słoneczna jesień w Bieszczadach

U progu piątego miesiąca naszej wielkiej przygody zdobywaliśmy Bieszczadzkie szczyty, aby później cieszyć oczy i nogi łagodnym przejściem wzdłuż połonin. Moja kondycja w stanie odmiennym niestety jest nieco gorsza i chociaż nigdy nie radziłam sobie z wdziękiem kozicy (czy też z nieubłaganie równym tempem cyborga) ze stromymi podejściami po górę, preferując raczej łagodne pochyłości, to tym razem naprawdę ciągnęłam się noga za nogą. Co gorsza, myślę, że nikt z niewtajemniczonych mijających mnie turystów nie mógł domyślać się prawdziwego powodu mej powolności, a widząc moje częste przerwy na złapanie oddechu, postronni mogli wręcz snuć domysły na temat negatywnego stylu żywienia jaki mógł doprowadzić moją osobę do lekkiej acz zauważalnej wypukłości brzusznej. To oczywiście żarty, ale fakt faktem nie spodziewałam się, że w tym miesiącu mój brzuch będzie jeszcze daleki od ciążowej "piłeczki", a wciąż tylko lekko wykraczający poza ramy wizualnej szczupłości. Ciekawa jest dla mnie wciąż ta nowa sytuacja, w której wyrastanie z większości spodni nie martwi:D No dobra, tyle z ciekawostek stanu odmiennego. Ważne jest, że w Bieszczadach jesień z kolorowymi drzewami i płowością połonin jest naprawdę tak piękna jak to sobie można wyobrażać:)








Co do ubrań to sprawdziły się dobrze cienkie spodnie na gumce i letnie górskie buty, które udało mi się upolować, a jakże, w butowym lumpeksie, w stanie zupełnie nienoszonym (a dobrej marki, którą już miałam okazję przetestować wielokrotnie przy okazji butów zimowych). Pogoda w Bieszczadach była zdumiewająco ciepła i choć doceniałam dobroczynność takiego zbiegu okoliczności meteorologicznych, to jednak nie mogłam dołączyć do zachwytów rodziny S. nad wysoką termiką, w końcu hej, to koniec października, ja już się naszykowałam na zimno, a nie temperatury dwucyfrowe z dwójką z przodu;) No więc kiedy potem przenieśliśmy się w Pieniny, nie mogłam przestać zachwycać się mgłą, deszczem i tym, że można zmarznąć, a wtedy pierogi smakują o wiele lepiej;)









Fot. S.

Cienkie czarne spodnie - sh
Bluzka ciemna sportowa - sh
Bluzka szara sportowa - już nie pamiętam, tak długo ją mam:)
Polar w śnieżynki - sh
Letnie górskie buty - sh (Dachstein)

*to utwór, który idealnie pasuje do pełnego słońca przejrzystego powietrza wczesnej jesieni z lekkim chłodem mokrych, opadniętych liści w tle. No i  jak cała płyta do gór o tej porze roku:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...