poniedziałek, 13 listopada 2017

Pod dywanem

Chociaż nie mogę powiedzieć, że moja szafa jest wypełniona po brzegi kolorami, to jednak w porównaniu z sezonem wiosenno-letnim, moja garderoba jesienno-zimowa to już głównie czernie i szarości. Zwłaszcza, kiedy wciąż trwa okres przejściowy w kwestii figury i najbardziej pasującymi do moich obecnych kształtów są legginsy, a mam tylko czarne oczywiście;)  Niemniej ta bluza mimo ponurych odcieni urzekła mnie na tyle, że noszę ją do znudzenia często. Wytłaczany wzór przywołujący skojarzenia z orientalnymi dywanami albo zdobieniem średniowiecznych arrasów, do tego wygodny namiotowy krój i nie za ciepła ale też nie za cienka tkanina. Od siedzenia pod tym miłym szarym dywanem można się naprawdę uzależnić;)








Fot. S.

Bluza w wytłaczane dywanowe wzory - sh
Szara zamszowa torebka - sklep obuwniczo-torebkowy na Nadodrzu
Szara czapka - sh
Czarny płaszcz z kołnierzem - H&M (2008!)
Skórzane brązowe kozaki - Loft37 (2012)

piątek, 3 listopada 2017

Łowczy podmiejski

Ta gruba wełniana narzutka, kupiona w czasie wakacji za beztroską kwotę dwóch czy trzech złotych, od razu nasunęła mi skojarzenie z "łowczym królewskim". Kiedy jednak pejzażom w tle daleko do podniosłości nietkniętej puszczy (chyba jeszcze uchował się kawałek? Jeśli nie i już wszędzie dotarły macki "pielęgnacji" nie smućcie mnie i nie mówcie mi tego), nie ma też żadnego z majestatycznych dębów, nawet jeśli wziąć pod uwagę drugi daleki horyzont, który kiedyś znaczyły. Zdecydowanie bardziej pasuje tu podmiejskość, a więc niech będzie "łowczy podmiejski" choć z myślistwem tyle mam wspólnego, że lubię chodzić po lesie w jakimś celu;)








Fot. S.

Wełniana narzuta łowczego królewskiego - sh
Czarna dresowa tunika - sh
Brązowe niskie sztyblety - Ryłko
Ludowa chusta - vintage domowy

*Haha dopiero teraz zobaczyłam jaki tytuł ma ten utwór! Bo ja jak zwykle skupiam się na melodyce, śpiew interpretując jak jeden z instrumentów, bez zagłębiania się w tekst;)

piątek, 27 października 2017

Słoneczna jesień w Bieszczadach

U progu piątego miesiąca naszej wielkiej przygody zdobywaliśmy Bieszczadzkie szczyty, aby później cieszyć oczy i nogi łagodnym przejściem wzdłuż połonin. Moja kondycja w stanie odmiennym niestety jest nieco gorsza i chociaż nigdy nie radziłam sobie z wdziękiem kozicy (czy też z nieubłaganie równym tempem cyborga) ze stromymi podejściami po górę, preferując raczej łagodne pochyłości, to tym razem naprawdę ciągnęłam się noga za nogą. Co gorsza, myślę, że nikt z niewtajemniczonych mijających mnie turystów nie mógł domyślać się prawdziwego powodu mej powolności, a widząc moje częste przerwy na złapanie oddechu, postronni mogli wręcz snuć domysły na temat negatywnego stylu żywienia jaki mógł doprowadzić moją osobę do lekkiej acz zauważalnej wypukłości brzusznej. To oczywiście żarty, ale fakt faktem nie spodziewałam się, że w tym miesiącu mój brzuch będzie jeszcze daleki od ciążowej "piłeczki", a wciąż tylko lekko wykraczający poza ramy wizualnej szczupłości. Ciekawa jest dla mnie wciąż ta nowa sytuacja, w której wyrastanie z większości spodni nie martwi:D No dobra, tyle z ciekawostek stanu odmiennego. Ważne jest, że w Bieszczadach jesień z kolorowymi drzewami i płowością połonin jest naprawdę tak piękna jak to sobie można wyobrażać:)








Co do ubrań to sprawdziły się dobrze cienkie spodnie na gumce i letnie górskie buty, które udało mi się upolować, a jakże, w butowym lumpeksie, w stanie zupełnie nienoszonym (a dobrej marki, którą już miałam okazję przetestować wielokrotnie przy okazji butów zimowych). Pogoda w Bieszczadach była zdumiewająco ciepła i choć doceniałam dobroczynność takiego zbiegu okoliczności meteorologicznych, to jednak nie mogłam dołączyć do zachwytów rodziny S. nad wysoką termiką, w końcu hej, to koniec października, ja już się naszykowałam na zimno, a nie temperatury dwucyfrowe z dwójką z przodu;) No więc kiedy potem przenieśliśmy się w Pieniny, nie mogłam przestać zachwycać się mgłą, deszczem i tym, że można zmarznąć, a wtedy pierogi smakują o wiele lepiej;)









Fot. S.

Cienkie czarne spodnie - sh
Bluzka ciemna sportowa - sh
Bluzka szara sportowa - już nie pamiętam, tak długo ją mam:)
Polar w śnieżynki - sh
Letnie górskie buty - sh (Dachstein)

*to utwór, który idealnie pasuje do pełnego słońca przejrzystego powietrza wczesnej jesieni z lekkim chłodem mokrych, opadniętych liści w tle. No i  jak cała płyta do gór o tej porze roku:)

środa, 11 października 2017

Historia kolejnych spodni z wrocławską jesienią w tle

Jednym z ostatnich bastionów wśród spodni, które jeszcze mogę nosić, są dżinsy typu mom, które kupiłam latem w dość nietypowych okolicznościach. Pamiętacie jak pisałam o tym, że chciałabym mieć takie dżinsy, które miałby choć nutkę elastyczności? Sklepy jeszcze na to nie wpadły, a przynajmniej nie wtedy, kiedy prowadziłam najintensywniejsze poszukiwania. Za to okazało się, że w poprzedniej epoce świetności tego modelu pomyślano o osobach, które cenią sobie możliwość zjedzenia obiadu w modnym ubraniu bez konsekwencji w postaci zgniecionych trzewi;) Tym samym moja cierpliwość została wynagrodzona i to podwójnie, za jednym zamachem udało mi się kupić oprócz szarych jeszcze "momy" w kolorze klasycznego granatu. Jednakże epilog tej opowieści będzie taki jak pewnie wiele następnych. Dżinsy niedługo wybiorą się na strych;) Zdecydowanie lepiej wyglądały, będąc kompozycyjnie i perspektywicznie nieco przyduże w talii, niż kiedy wypełnione są krąglejącym brzuszkiem, póki co z wyglądu wciąż bardziej przypominającym objawy kłopotów, na które reklamowane są rozliczne sposoby od tabletek przez herbatki po jogurty, niż właściwy powód krąglenia;)









Tymczasem żegnam się z uśmiechem, oto bowiem tak lubiana przeze mnie jesień rozkwita w pełni swoich kolorów i w całej mroczności deszczowych dni. No dobra, tak naprawdę lubię najbardziej każdą porę roku, która akurat wchodzi i rozgaszcza się w krajobrazie;)







Fot. S.

Krótka bluzka w paski - sh
Szare dżinsy - sh
Srebrne trzewiki - Heavy Duty (2009)
Szara zamszowa torebka - od S. (sklep na Nadodrzu)

czwartek, 5 października 2017

W lesie

Las jest dla mnie najpiękniejszy jesienią. Pierwsze kolorowe liście, żywa zieleń mchu, złote słońce albo chłód deszczowego dnia, kiedy to w tyle głowy cały czas tli się myśl o późniejszym domowym cieple z herbatą w ręku. Nie bez znaczenia dla mojej fascynacji lasem o tej porze roku bez względu na warunki pogodowe jest obecność grzybów. Nie lubię chodzić po próżnicy;) No więc jesienią najlepsze są ucieczki do lasu z wiklinowym koszem. Po tym jak w tym roku okazało się, że jednak grzyby w potrawach mogę polubić (do tej pory tolerowałam tylko w wigilijnych kołdunach;), grzybobranie zyskało dodatkowy wymiar;)







Fot. S. 

O ubraniach chyba nie ma co pisać, czysta użytkowość podebrana z szafy męża oraz ekwipunku turystycznego;)

poniedziałek, 25 września 2017

O tym jak z mojej szafy czasowo zniknęła ponad połowa wszystkich spodni

Okrawanie szafy z letnich ubrań zbiegło się u mnie z innymi porządkami ubraniowymi. Pewnego chłodniejszego dnia z zaskoczeniem stwierdziłam, że moje najwygodniejsze ulubione niebieskie rurki z elastycznego dżinsu są stały się odczuwalnie ciasne. To skłoniło mnie do przeglądnięcia reszty zasobów związanych z dolną połową ciała. W wyniku tych przymiarek mniej więcej 3/4 spodni oraz spódnic trafiło do kartonu, a następnie na strych. Powstała w ten sposób spektakularna pustka w szafie nawet mnie ucieszyła, aż do czasu kiedy w zimny, deszczowy dzień okazało się, że jedyne już w szafie trochę luźniejsze rurki, takie które kupiłam w wakacje z myślą o jesieni, muszą dołączyć do eksmitowanej kompanii;) Co do przyczyny takiego stanu rzeczy podpowiem, że to nie kwestia nagłej zmiany nawyków żywieniowych na potrawy bardziej kaloryczne (chociaż może troszkę..;). Jakby nie było zostałam z garstką spodni i całe szczęście jeszcze całą paletą legginsów. Chyba po raz pierwszy przydarzyła mi się tak wielka rewolucja w szafie, a dzięki szczególnym okolicznościom zmiany rozmiaru, dającym jaką taką nadzieję na powrót do większości eksmitowanych ubrań w przyszłym roku, jest to ciekawe przeżycie!








Fot. S.

Szara marynarka - sh
Bluzka w białe linearne wzory - sh
Szare jegginsy - sh
Szara zamszowa torebka - od S. (sklep na Nadodrzu)
Srebrne buty - Heavy Duty (2009)

*łapię się za głowę, że tak się porobiło, że podoba mi się piosenka członka zespołu One Direction!;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...