piątek, 27 października 2017

Słoneczna jesień w Bieszczadach

U progu piątego miesiąca naszej wielkiej przygody zdobywaliśmy Bieszczadzkie szczyty, aby później cieszyć oczy i nogi łagodnym przejściem wzdłuż połonin. Moja kondycja w stanie odmiennym niestety jest nieco gorsza i chociaż nigdy nie radziłam sobie z wdziękiem kozicy (czy też z nieubłaganie równym tempem cyborga) ze stromymi podejściami po górę, preferując raczej łagodne pochyłości, to tym razem naprawdę ciągnęłam się noga za nogą. Co gorsza, myślę, że nikt z niewtajemniczonych mijających mnie turystów nie mógł domyślać się prawdziwego powodu mej powolności, a widząc moje częste przerwy na złapanie oddechu, postronni mogli wręcz snuć domysły na temat negatywnego stylu żywienia jaki mógł doprowadzić moją osobę do lekkiej acz zauważalnej wypukłości brzusznej. To oczywiście żarty, ale fakt faktem nie spodziewałam się, że w tym miesiącu mój brzuch będzie jeszcze daleki od ciążowej "piłeczki", a wciąż tylko lekko wykraczający poza ramy wizualnej szczupłości. Ciekawa jest dla mnie wciąż ta nowa sytuacja, w której wyrastanie z większości spodni nie martwi:D No dobra, tyle z ciekawostek stanu odmiennego. Ważne jest, że w Bieszczadach jesień z kolorowymi drzewami i płowością połonin jest naprawdę tak piękna jak to sobie można wyobrażać:)








Co do ubrań to sprawdziły się dobrze cienkie spodnie na gumce i letnie górskie buty, które udało mi się upolować, a jakże, w butowym lumpeksie, w stanie zupełnie nienoszonym (a dobrej marki, którą już miałam okazję przetestować wielokrotnie przy okazji butów zimowych). Pogoda w Bieszczadach była zdumiewająco ciepła i choć doceniałam dobroczynność takiego zbiegu okoliczności meteorologicznych, to jednak nie mogłam dołączyć do zachwytów rodziny S. nad wysoką termiką, w końcu hej, to koniec października, ja już się naszykowałam na zimno, a nie temperatury dwucyfrowe z dwójką z przodu;) No więc kiedy potem przenieśliśmy się w Pieniny, nie mogłam przestać zachwycać się mgłą, deszczem i tym, że można zmarznąć, a wtedy pierogi smakują o wiele lepiej;)









Fot. S.

Cienkie czarne spodnie - sh
Bluzka ciemna sportowa - sh
Bluzka szara sportowa - już nie pamiętam, tak długo ją mam:)
Polar w śnieżynki - sh
Letnie górskie buty - sh (Dachstein)

*to utwór, który idealnie pasuje do pełnego słońca przejrzystego powietrza wczesnej jesieni z lekkim chłodem mokrych, opadniętych liści w tle. No i  jak cała płyta do gór o tej porze roku:)

15 komentarzy:

  1. Zobaczysz, jak Ci wystrzeli brzuszek po szóstym miesiącu ;)
    Piękne Bieszczady, piękne zdjęcia i uważam, że jestes mega dzielna, że Ci się chciało maszerować w tym tak zwanym odmiennym stanie! Super! :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie wciąż się zastanawiam jak to będzie i jak szybko może się odbyć taki skok:D Ja się czuję zupełnie normalnie, więc nawet nie rozważałam tego, że mogłoby mi się nie chcieć iść w Bieszczady;D Jedyne co mi z trudem przychodzi to siedzenie dłużej za biurkiem albo przed komputerem, to jest teraz prawdziwe i męczące wyzwanie dla kręgosłupa!:p

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Na żywo, z zapachem ściółki i przyjemnym wiatrem było jeszcze piękniej:))

      Usuń
    2. okrutna Ty.....
      ze mna mozna pojsc na wrzosowisko i zapomniec wszystko

      chec ucieczki we mnie wzbudzasz zycia poza normami spolecznymi ,na wiecznej tulaczce

      Usuń
  3. Odważna jesteś, że się w taką podróż w odmiennym stanie wybrałaś:))
    Ale widoki przepiękne i wyprawa godna, więc się nie dziwię:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już pisałam Sivce, dla mnie o wiele bardziej męczące jest codzienne siedzenie za biurkiem czy przed komputerem niż chodzenie po górach;) Tam w końcu godzina dwie i już jest luz na szczytach, a za biurkiem godzin do pokonania jest o wiele więcej, na co plecy narzekają;)

      Usuń
  4. Biorąc pod uwagę obecną temperaturę zazdroszczę dwucyfrowych ciepłości;)
    Piękne widoki - odpoczywam od samego patrzenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miłe;) Te dwie cyferki to też już przeszłość, nawet Wrocław wypełnił chłód;)

      Usuń
  5. Jaaa, dosyć, że piękne Bieszczady, to jeszcze ciąża! Jestem z blogami sto lat za Murzynami.
    Gratuluję z całego serduchavi oby wszystko pięknie przebiegało!!:))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale pięknie!
    Też mieliśmy ochotę w tym roku na jesienne Bieszczady, ale jednak daliśmy spokój;)
    Brzuszek pewnie wyskoczy niedługo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki co jeszcze bliżej mu wyglądowo do kłopotów z odkładaniem się tkanki tłuszczowej niż ciążowej piłeczki, ale tak myślę, że chyba warto to docenić i póki można, to się cieszyć swobodą w miarę normalnej sylwetki;p

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...